czwartek, 31 grudnia 2015

Guren x Ferid na sylwka

Ho ho ho!
Witam Was
Dziś mamy kolejny podniosły dzień.
Koniec roku i te sprawy
Więc bla bla, oby przyszły rok był lepszy od tego bla bla

No i tradycyjnie już chyba na ten dzień przygotowałam dla Was coś wraz z Wero.
Więc jak się domyślacie. Do końca normalne to to nie jest Hehehe...

Gwałty analne nożem

To był maj… wróć! To był grudzień. A dokładnie koniec grudnia, a tak szczerze to ostatni dzień. Bo to był sylwester.  Jak ktoś nie pamięta to 31-go jest.
Zdarzyło się to w domu wujcia Feridzia. Cóż… Chłopina nie chciał być sam w sylwestra, wszak każdy wie, że jaki nowy rok taki i cały, więc świętować wypada. Sprowadził sobie, więc towarzystwo. To, że musiał ich uśpić i przemycić w workach po mące to jedno, ale nie pytajcie, na co wampirom mąką. Nikt tego nie wie. No chyba, że wampiry.
Wracając do tematu przewodniego nasza kochana ekskluzywna striptizerka sprowadziła sobie Gurena i Yuu, tak, żeby jego córcia Michaela się nie nudziła. Tata Guren obudził się, jako pierwszy. W sumie to nie spał już kilka minut i szczerze nawet nie był tym wszystkim nawet odrobinę zaskoczony. Rozsiadł się w fotelu i sięgnął po ciasteczko. Zajadał ze smakiem.
Za to Mika siedział jak głupi wpatrzony w śpiącego Yuu i co i raz dziękował wujciowi Feridowi patrząc na niego jak na istnego boga za to, że mu go sprowadził.
-Dobra, dobra już się tak w niego nie wpatruj tylko zwyczajnie go przeleć – w końcu Batory nie wytrzymał i wywracając oczyma w końcu się do niego odezwał.
Mika zrobił tak niewinną minkę niczym dziecko, które dopiero, co stawia pierwsze kroczki.
-J-ja…? Nie… ja bym… Nie… - szuka po ścianach czegoś ciekawego.
Guren natomiast chrząknął znacząco i odparł:
-No chyba odwrotnie…
-Chyba w twoich snach. Ty tego porządnie nie potrafisz, a od to dzieciaka wymagasz!? Niby, od kogo on miałby się nauczyć? – odpowiada mu striptizerka w długich butach.
-Z książek kurwa! – spojrzał na niego jak na debila.
-Jakie ty mu książki dajesz?
-Normalne – odparł tak po prostu, zwyczajnie – W każdej bibliotece takie mają. Jakbyś umiał czytać to byś wiedział…
-Jak widzę ty możesz polegać tylko na tych książkach – wzruszył ramionami
-Ja nawet nie musze. Ty naprawdę myślisz, że ta twoja blond cizia z butami jak striptizerka, z reszta ty tez takie masz – wtrącił, - będzie potrafiła się za to wziąć?
-Bardziej niż ta twoja ciota, która nawet nie wie, co ma w spodniach, z zresztą ty też nie wiesz jak tego używać, w ogóle, jeśli zrozumie, co ma zrobić.
-Jeszcze się kurwa zdziwisz jak ty i ta twoja córunia będzie mieć jesień średniowiecza ze zwieracza – skwitował krótko acz całkiem treściwie.
-Oj zdziwię, zdziwię – pokiwał głową - Ale pogadamy jak znajdziesz kogoś do tego zdolnego
-Ja jestem zdolny! -  Guren złapał go za pedalskie ubranka i przyciągnął do siebie.
Ferid przymknął oczy, nawet się nie powstrzymywał. Parsknął mu w twarz
-Tak, tak na pewno. To może mały zakładzik? – uniósł brwi.
-Dawaj... Tylko żebyś nie szlochał mi znowu.
-Ja mam szlochać? No zobaczymy, kto jeszcze na dupie nie usiądzie. A jestem pewny, że będziesz to ty i ten twój dzieciaczek.
-No to się daj przekonać. Jedziesz. Co to za zakład? – brunet przytaknął temu pomysłowi bez żadnych obiekcji.
-O to, że moja seksowna blondyneczka przeleci śpiącą królewnę
-Zakład, że ta blond pindzia rozłoży nogi przed moim syneczkiem?
-Oo to on jest jednak facetem? – ryknął do niego zdziwiony.
-W porównaniu do tej małej wampirzej dzifki. Tak.
-W porównaniu do ciebie - szepta cicho
-I ciebie - wsadził mu parę groszy za pasek - A teraz tańcz!
-Za tyle to możesz najwyżej popatrzeć na mój tyłek, kiedy odchodzę
-Myślałem, że tyle bierzesz – poruszył ramionami - Daj, chociaż zmacać.
-W twoich snach. Jak na razie możesz sobie popatrzeć jak Mika maca swoją księżniczkę – wskazał na dwójkę pod ścianą
Guren zerknął na nich, w tym wypadku faktycznie tak było.
-Weź poczekaj aż on się obudzi. Yuu wstawaj leniu - podszedł i go kopnął tak zwyczajnie, od serca i po chłopsku jak spod remizy by się tego nauczył.
-Mika nie tak szybko – Ferid trzepnął swojego wychowanka przez łeb - jeśli będzie spał gdzie będzie zabawa? - puścił mu oczko.
Mika jak i dopiero, co brutalnie przebudzony Yuu patrzyli na nich z przerażeniem.
-Ja go tylko kocham... Jak braciszka - piszczy Mika tuląc Yuu.
-Ja pierdole... Ile razy mam ci jeszcze tłumaczyć, te różnice… - Ferid przewrócił oczyma.
-Ale, o co chodzi..? - zapytał Yuu nie rozumiejąc zupełnie nic z tej sytuacji.
-Guren ty idź po kieliszki, a ja lecę po alkohol. Upijemy ich to będzie się im lepiej "rozmawiało" - ostatnie powiedział mu na ucho
Brunet bez zastanowienia pobiegł i przyniósł szkło. A potem obaj na siłę wcisnęli im wódę w łapy.
-Chlejta! – zakrzyknęli chórem.
Yuu i Mika niepewnie wypili trochę. Ferid od razu dolał im jeszcze.
-Czekaj... – Na szczęście Guren pomyślał. Zabronił mu dawać im więcej - Jak przesadzisz to żadnemu nie stanie i nic z tego.
-Jak na razie to oni tylko się krzywią. Raczej po dwóch ich nie położy… - popatrzył na nich przechylając lekko głowę - Dobra może jednak położy...
-Sorki, ale jedno i drugie to sieroty... - parsknął śmiechem. (łapiecie SIEROTY!)
-Z, kim ja żyję.. -wyrwał im kieliszki i wsadził Gurenowi w łapę - Za nasz zakład - uśmiechnął się.
-Pojebało? - rozbił mu go na łbie - po kimś się nie pije, bo się rzyga jak kot po ogórkach - poszedł po nowe
Ferid lekko rozgniewany i znudzony nawet bardziej zerknął na butelkę i cisnął nią w jego głowę. Guren padł na podłogę jak nieżywy.
-Oj.. -Fredzio uśmiechnął się do przerażonych Jó i Miki.
-Wysmykło ci się kurwa! – Ichinose złapał się za głowę.
-O tak niechcący - położył rękę na biodrze i stanął jak rasowa modelka.
-Ta jasne - złapał za tulipana i wstał do niego. Włosy miał mokre od resztki wódki, ale przynajmniej mu od razu zdezynfekowało rozcięcie. - Zaraz ja cię poharatam.
-Tak tak. Przestań już się pultać jakbym ci tę butelkę w dupe wsadził – znów przewrócił oczyma.
-Zaraz ja ci zrobię gwałt analny moim mieczem - fuknął i przyniósł szkło. Nie pytajcie drogie dzieci skąd on tak dobrze wie gdzie, co tu jest.
-Grozisz czy obiecujesz? - przysunął się i zatrzepotał rzęsami
-Jak kicia chce to mogę i obiecać - uśmiechnął się znacząco. Nagle ich nastawienie zupełnie się zmieniło
-Mrau~ - zahaczył go pazurkami.
Ta scena mogłaby trwać, aż któryś nie rzuci się na drugiego, ale w porę dostrzegli pytający czy też zaskoczony wzrok Miki i Yuu. Chodź w zasadzie w tym ich spojrzeniu było najwięcej przerażenia.
-Później kiciu - rzekł do niego i podął dzieciakom po kolejnym. Sobie też nalał. Ferid za to śmiał się pod nosem
-No pijcie dzieciaczki. Na zdrowie – arystokrata stuknął kieliszkiem tylko z Gurenem.
-Tak... Pijcie... - pokiwał głową i przymrużył oczy i wypił swoje.

Po kilku godzinach nadal nic. Zegar tykał, a Mika jedynie wpatrywał się w Yuu jak w obrazek. Drugi nie był lepszy. Za to Ferid i Guren już od dłuższego czasu patrzyli sobie w oczka i macali po kolanach.
-Weźmy ich gdzieś zamknijmy czy co...? - wycedził w końcu brunet przez zęby tak żeby tamta dwójka nie słyszała.
-Zamknijmy i dajmy im jedną z tych twoich książek - zerknął w ich stronę - bo w takim tempie w tym roku fajerwerków nie będzie...
-Ta... - złapał Yuu za szmaty i wepchnął go do jakiegoś pokoiku rozdzielając na chwilę z blondi
Ferid natomiast przysunął się do Miki.
-Pamiętaj, co ci mówiłem. Masz się postarać. Dość już tego wzdychania, idź i zrób coś z nim! - Siłą wepchnął go do pokoju - Nie wyjdziecie stąd dopóki nie będziecie układać klocków - zatrzasnął drzwi.
-Raz się z nim zgadzam - burknął i spojrzał na Ferida znacząco - To jak...?
-Co jak? - zakręcił biodrami zachęcająco idąc po butelkę - Pijemy dalej Kochanie.
-Pij pij... Będziesz łatwiejszy... - klepnął go w tyłek i wyszczerzył zęby.
-Faktycznie, musisz mnie upić żebym dał ci się dotknąć – westchnął.
-Wcale bym nie musiał... - usiadł na fotelu i pociągnął Ferida za szlufkę zmuszając żeby klepnął mu na kolanka.
Feridzio zwiercił się na jego kolanach sadowiąc wygodnie.
-To, co teraz? - przejechał paznokciem wzdłuż szyi bruneta
-Czekając na dzieciaków... - zaczął bawić się kosmykiem jego włosów - może sami byśmy się pobawili?
-Pobawili... -chwycił go za włosy i pociągnął za nie odchylając jego głowę do tyłu - A w co? - zahaczył zębami jego szyję.
-Domyśl się... - szarpnął go za te kłaki i po prostu pozwolił mu się wbić w swoją szyje –Smacznego.
Wampir wgryzł się głęboko, pazurkami miział go po włoskach. Mruczał cicho słysząc ciche jęki bruneta. Oderwał się po chwili i oblizał usta patrząc na niego z góry.
-Smakuje kici jedzonko? - przytrzymał go za brodę i starł kciukiem krew z kącika jego ust. Czerwona plama pozostała na białej rękawiczce.
-Wcale.. -zbliżył się do niego i objął wargami jego by następnie pociągnąć dolną zębami
-To nie dostanie więcej... - na sile odchylił jego głowę. Gdyby był człowiekiem kark by mu złamał.
-Sam wezmę - wbił paznokcie w jego kark - Zresztą ty mi zawsze dajesz - pokazał ząbki.
-To nagroda za to jak jesteś grzeczny... - teraz pociągnął go za ucho jak niesfornego bachora.
-Ja zawsze jestem grzeczny! - nadął policzki
-To jak... Smakowało? - przymrużył jego oczy i pomimo, że siedział niżej spojrzał na niego z góry.
-Jak zawsze - puścił mu oczko - Ciekawe czy nasi chłopcy się bawią.. Niedługo północ...
-Hmmm... Masz już, kogo pocałować o północy? - zamyślił się i podniósł butelkę do ust
-A ty..? - przejechał dłonią po jego torsie.
-Mam taka jedną ślicznotkę. Trochę wygląda jak striptizerka, ale dziś nie chciała tańczyć... - rozpuścił jego włosy.
-Jak ładnie poprosisz to może jeszcze potańczy - przeczesał włosy -Musisz to zawsze robić?
-Co takiego...? - przejechał mu palcami po kosmykach jako on wcześniej.
-Zawsze musisz mi je rozwiązać? - mruczał cicho
-Podobają mi się... To chyba nic dziwnego - pociągnął go za nie - poza tym jesteś jak pajacyk. Jak pociągnę za sznureczki robisz dziwne miny..
-Niby jakie!? -oburzył się i potrząsnął głową - Coś ci się nie podoba?
-Ależ podoba mi się i to bardzo - uśmiechnął się - Ej. A Ty telewizora nie mas w tamtym pokoju, bo boje sie, że tam siedzą i oglądają sylwester z Polsatem – odparł z przerażeniem w oczach.
-Nie mam... -zastanowił się - Ale coś tam cicho siedzą.. -wstał gwałtownie i podszedł do drzwi przystawiając tam ucho - Chyba kurwa nie zasnęli...
Ichinose nasłuchiwał zaraz za nim.
-Hm... można by tam wejść i zobaczyć, ale jak co robią i im przerwiemy to też będzie chujnia…
-Zjebaliśmy... -usiadł pod drzwiami – Myślisz, że powiedzą prawdę jak ich później spytamy?
-Wcale nie.... - dźgnął go w bok - Zawsze będzie można zobaczyć, który ma rozjechany tyłek
-W sumie... Lepiej zajrzeć im do majtek niż trącić czas na rozmowę - posłał mu znaczące spojrzenie i przysunął się bliżej - A my?
-Oooooj.... mój uroczy wampierek... - rozczulił się - Nadal liczysz na gwałt analny moim mieczem? Ale wiesz to tak jakby w tym momencie była w tobie moja była…
-Aż taki perwersyjny nie jestem - uśmiechnął się - Ale nie będę zaprzeczał, że trochę mi się nudzi~ -zaczął bawić się guzikiem jego koszuli.
Na słowa "Aż taki perwersyjny nie jestem" Guren zrobił wielkie oczy i parsknął śmiechem.
-Rly? Nie zauważyłem.
-Z, czego się śmiejesz? Jeszcze gwałtu analnego twoją byłą nie było... - usiadł obok niego i dźgnął go w bok -Czymś innym się nie liczy.
-Ale zawsze może być - rozłożył ręce i uśmiechnął się znacząco. Jesteś hardcorem kochanie. Nie chcesz spróbować?
-Prędzej dam ci się przelecieć swoją odciętą ręką niż żeby mnie twoja laska ruchała -cmoknął w jego stronę
-Możemy spróbować. Kusząca pespektywa - pokiwał głową z szerokim uśmiechem jak kotek z Alicji.
-Nie - położył rękę na jego brzuchu i jechał powoli niżej
-Ale, czemu nie...? - podrapał go pod brodą - Pomyśl o tych ekstremalnych doznaniach
-To może ty pierwszy? - uśmiechnął się
-Wiesz... - wziął się pod boki i udał zamyślenie - obawiam się, że ja bym tego nie przeżył
-Kto wie... - rozpiął pierwszy guzik koszuli bruneta - Co nam szkodzi spróbować?
Guren podjudzony tym wszystkim złapał go pewnie i przyciągnął do siebie pełnym pożądania gestem.
-Nienawidzę cię chuju ale jesteś zajebisty - zjechał ręką z jego pięknie wyprofilowanych pleców na jego dwa piękne, wyrzeźbione niczym u greckiego boga poślady.
Spedalony wampir zamruczał w jego usta i położył łapki na jego torsie. Powoli rozpinał guziki jego koszuli by móc później podrażnić jego skórę.
Brunet przycisnął go do siebie władczo i strzelił oczkami po bokach.
-Kanapa czy pierdolimy to i wybieramy podłogę? – spytał go o zdanie.
-Pierdolimy to? Pierdolić to my dopiero możemy... - wbił paznokcie robiąc mu ślady - Dziś jest sylwester, a ty chcesz to robić na podłodze czy kanapie?
-Proponujesz coś innego? - spojrzał na niego podejrzliwie lękając się, że skończy się to na wystrzelonej petardzie i to takiej wbitej w jego dupe.
-Myślałem, że weźmiesz mnie w te twoje silne ramiona i zaniesiesz do łóżka... - popatrzył na niego niczym kotek ze Shreka.
-Ależ oczywiście Kochanie! - bez chwili wahania, niczym prawdziwy mężczyzna wziął go w swe stalowe ramiona i patrząc w jego oczy zaniósł go po schodach. Byłoby bajkowo, ale się wyjebał, bo nie patrzył jak idzie.
-Kurwa ty już nie pijesz bucu jebany! -wstał lekko powiedziawszy zdenerwowany. Otrzepał się i kopnął drugiego w bok - Chcesz poruchać to się staraj!
-Oj wybacz... Nie moja wina, że ta twoja pedalska peleryna się pod nogami majta! - rozłożył ręce, a potem zaczął rozmasowywać swoje bolące biodro
-Zjebałeś po całości... - fuknął -Teraz już nie mam ochoty - odwrócił się sfochany.
-Ej... Kiciu... - mruknął do niego i położył mu rękę na biodrze -Moja ty seksowna kocico... - ton jego głosu wyrażał tylko jedno - Nie mów, że już nie chcesz... wiem, że chcesz - ugryzł go w szyję. No nie tak jak on jego, ale dziabnął.
Wampir udawał, że nie chce, ale i tak zamiast odsunąć się to przybliżył.
-Masz się starać - pogroził mu palcem - bo jak nie to cię autentycznie zapierdole!
-Tak wiem... - wycedził przez zęby - Moja słodka żonka... - wziął go za rękę i pociągnął na górę
-Żonka? - skrzywił się - Może jeszcze mam ci skarpetki prać i czekać z obiadkiem aż wrócisz z pracy?
-W różowym fartuszku - dokończył i złapał go za kark. Przyciągnął jego głowę do siebie i namiętnie pocałował.
Ferid zarzucił mu łapki na szyję i przycisnął bardziej do siebie. Nogę założył mu na biodro
-To może dla ciebie zatańczę...
Brunet zrobił mega zboczoną minę i aż poruszył palcami jak stary zboczeniec.
-Z przyjemnością popatrzę!
Natomiast Batory uśmiechnął się, po czym zwyczajnie go odrzucił
- Chciałbyś Kochanie - odwrócił się do niego tyłem i klepnął się w tyłek
Ichinose spojrzał na jego dwa jędrne poślady.
-Wiesz... teraz też nie będę narzekał - polazł za nim jak pies za pedegree.
-A pocałuj mnie w ten mój piękny, anielski tyłek - zakręcił nim zalotnie. Usiadł na łóżku i wyciągnął do niego ręce
-Nie powiedziałbym że anielski, aczkolwiek piękny jest... - przybliżył się i popchnął go tak, żeby leżał, a potem zawisł nad nim - A jak się grzecznie wypniesz to i pocałuje.
-Pocałujesz tak czy tak więc nie pierdol, że nie chcesz - położył rękę na jego karku po czym gwałtownie przyciągnął do siebie i wgryzł się w szyję, dużo mocniej niż wcześniej
-Niech ci będzie - dalsza konwersacja nie miała większego sensu. Po pierwsze był zbyt napalony. Po drugie ciężko się mówi jak ktoś ci się wgryza w szyję i przyciska brodą tchawice. Oh. amator. Złapał go nieco za włosy, te jego piękne długie i lśniące. Wyrwał kilka delikatnych nitek i odwiódł nieco jego głowę.
Wkurzony tym wszystkim wampir zepchnął go z siebie i usiadł na nim
-Najchętniej przegryzłbym ci tętnice - wyszeptał mu do ucha, po czym go w nie ugryzł. Dłonią przejechał po jego nagim brzuchu i wbił pazury na boku aż do krwi, pozwalając sobie słyszeć ciche odgłosy, jakie wydawał brunet pod wpływem bólu
-A ja najchętniej bym cię przerżnął na pól i zobaczył jak zamieniasz się w popiół - syknął do niego i wykręcił mu palce, a potem przyciągnął znów jego głowę do pocałunku. O mało sobie zębów nie powybijali.
Te wszystkie pieszczoty sprawiały, że Ferid nie zamierzał już się powstrzymywać, całował go zachłannie. Zwiercił się na nim niecierpliwię i przesunął dłoń na jego tors pieszcząc każdy fragment jego ciała.

Guren znowu rozsmakowywał się w kształcie jego tyłeczka. Pieścił go ściskał, masował zawzięcie jakby ciasto na pierogi albo i na drożdżówkę robił. Jego kochanek przez te pieszczoty pojękiwał cicho chcąc go jeszcze bardziej zachęcić. Ale nie trwało to długo. Odkleił się od niego i usiadł na brzegu łóżka zdejmując swoje pedalskie kozaczki. Mogło to trochę potrwać bo przecież wyżej się tego zrobić nie dało, ale przecież wampir musi być seksi.
Po paru minutach czekania, Guren wywrócił oczyma. Normalnie już zdążył mu opaść. Wstał wkurwiony.
-Przynajmniej w domu noś kapcie - skwitował i pomógł mu je ściągnąć. We dwoje było łatwiej się ich pozbyć.
-Bo, co? -fuknął - Dobrze wiem, że dla ciebie mógłbym po domu chodzić ubrany tylko w te buty - uśmiechnął się i stopą przejechał mu po udzie.
Zanim mu odpowiedział brunet zasępił się lekko.
-Ale wiesz, że jak w tym pochodzisz cały dzień to potem stopy ci jada jak dwa skunksy i to bezdomne?
-Nagle się taki wybredny zrobił... A ostatnio to mnie po nogach całował - zmrużył oczy
-Bo miałeś umyte.... - przyznał szczerze. - Ale nóżki masz niezwykle zgrabne... - posłodził mu jak Wero herbatę i pomiział po łydce
-Oh mam... -zadumał nad swoją zajebistością -Nie tylko nóżki... Cały jestem śliczny - mógłby tak długo rozprawiać i zachwycać się swoją urodą.
-Ależ oczywiście - wywrócił oczyma. Jak nie będzie zachwalał to nic nie dostanie - Jesteś śliczny jak królewna – przejechał mu delikatnie dłońmi po udach. Pieścił go delikatnie, żeby potem przycisnąć rękę do jego krocza. To ciche westchnienie jego kochanka utwierdziło go w przekonaniu, że robi właśnie to, na co czekał. Poruszył ręką wywołując kolejną falę westchnień pomieszaną z cichymi jękami.
-Długo kazałeś mi czekać… - przymknął oczy i zagryzł wargę. Tak naprawdę tylko Ichinose wiedział jak seksowny jest  tej chwili – Dalej…
Guren zaśmiał się krótko. To było tak rozkoszne, że ten wampir był tak wyczulony na te wszystkie rzeczy. Wsunął mu dłonie pod jego ubranie. Zaczął go drapać po skórze obserwując jak jego klatka piersiowa zaczyna się unosić niespokojnie. Tak jakby każdy kolejny gest grał zwyczajnie na jego nerwach. Szarpnął potem i ściągnął jego spodnie. Bez tych cholernych butów to było o wiele łatwiejsze, ale nadal to były pieprzone rurki.
-Cholerstwo… - syknął próbując to jakoś z niego ściągnąć.
-Nic nie umiesz… - wywrócił oczyma i usiadł zażenowany. Sam się rozebrał nie mogą znieść dłużej tego czekania – Resztę też!?
-Też… - położył się wygodnie i obserwował jak się przed nim rozbiera popijając z wolna resztki alkoholu, które nie wiadomo skąd się tu wzięły.
Wampierek fuknął krótko lekko urażony, ale ubrania jemu samemu też przeszkadzały. Wstał i zrzucił z siebie resztki odzieży. Tak pięknymi, płynnymi gestami pełnymi majestatyczności. Jak przystało na kogoś, kto jest paro setnym staruszkiem.
-Seksiak z ciebie… - powiedział przygryzając wargi. Jak na zawołanie rozpiął swoje spodnie, na sam jego widok w ubraniach mu stawał, a co dopiero teraz.
-Wiem… - powiedział pewnie i stanął nad nim ze sterczącym penisem, a potem usiadł mu na kolanach okrakiem i położył mu dłoń na torsie popychając do tego żeby się położył. Zadrapał go po wbijając swoje paznokcie głęboko. Czerwone stróżki krwi popłynęły po skórze.
Brunet syknął cicho, ale z jego warg nie schodził uśmiech. Kątem oka zerknął na zegarek. Było już grubo po 12 nieźle się dziś bawili.
-Wszystkiego najlepszego w nowym roku… - złapał go ze kark przyciągnął i pocałował namiętnie – A teraz wskakuj tu na niego bo już się doczekać nie może… - wskazał wzrokiem na swojego sterczącego penisa.
-Niecierpliwy… - zadrwił z niego, ale sam chętnie, uniósł swoje biodra i się zaczął na niego nabijać z cichym pomrukiem. Powoli wbijał się na niego aż do samego końca. Nie zamierzał się powstrzymywać, długim jękiem oznajmił jak mu dobrze. Spomiędzy jego warg wystawały dwie białe ostre igiełki.
-O tak… grzeczny wampir… - pogłaskał go po udach tak pieszczotliwie i wypchnął biodra do góry – lubisz to…- skwitował cichutko.
-Ah! – odgiął głowę do tyłu. Kaskada jego włosów spłynęła po jego plecach aż na uda bruneta. A potem sam Ferid poruszył się siedząc na nim i tak mocno się zacisnął w środku.
Dobrze im było. Obojgu. Zaczęli powolutku. Rozkręcali się. Guren poruszał biodrami  i dotykał seksownych pośladków kochanka, Batory natomiast mruczał cicho, rozkosznie jak kocurek i skakał po nim jak rasowa dziwka.
-Teraz tyłem kochanie… - Ichinose klepnął wampira w tyłek dając mu znać, że ma ochotę zmienić nieco pozycję.
-Już ci się znudziło…? - zagarnął włosy za ucho jednym z tych majestatycznych gestów, ale grzecznie potem zszedł z niego i wypiął się do niego.
-Wiesz że tak wchodzę głębiej… - położył mu ręce na biodrach i znów w niego wszedł.
-Dobrze… - zacisną ręce na pościeli i potrząsnął głową.
Guren złapał go za te jego piękne włosy i pociągnął jego głowe do tyłu poruszając się w nim mocno. Tak jak obaj to lubili. A Ferid już nie silił się żeby jęczeć cichutko. Prawie, że krzyczał patrząc gdzieś w dal. Oczy mu zaszły mgłą, a po brodzie ściekała mu ślina. Wił się i nabijając sam na niego. Ten jego głosik robił się coraz bardziej piskliwy, a coraz mniej dumny jak miał w zwyczaju
– Jak tak dalej będziesz robił… to zaraz …
-Zaraz co…? – przeczesał mu czule włosy, a potem je szarpnął mocno władczym gestem.
-Skończy się zabawa… - sięgnął ręką do swojego penisa żeby sobie ulżyć.
-A ze mnie się śmiałeś żem niecierpliwy – zaśmiał się i położył swoją rękę na jego ręce pomógł mu nieco obciągnąć.
- ! – wampir doszedł i pobrudził swoją pościel własnym nasieniem
Ichinose natomiast jeszcze chwilę wytrzymał pochylił się nad nim i musnął ustami jego spiczaste ucho, a potem wziął między zęby jego kolczyk i szarpnął go nieco w bok zmuszając, aby odwrócił ku niemu głowę, a gdy już to uczynił wpił się w jego usta jak szalony. Sam doszedł za momencik czując jak się momentalnie zacisnął.
-Jak na takiego staruszka jesteś całkiem żwawy – klepnął go w pośladek i położył się od razu wciągając go w swoje ramiona.
-Za to jak na twój wiek to kiepsko – przymrużył oczy zdenerwowany.
-Nie jesteś zadowolony…? – podrapał go pod brodą.
-Może… - odparł nie patrząc mu w oczy.
Nic już więcej nie mówił, wtulił twarz w włosy wampira. Leżeli chwilę i słodka chwila mogłaby trwać wiecznie gdyby jednemu z nich nie przypomniało się o ich zakładzie i dzieciakach zamkniętych w pokoju.
-Wstawaj - Ferid dźgnął bruneta w bok i sam wstał z łóżka- Ciekawe co tam u naszych dzieciaczków.
-Yyyyyy... - wskazał na niego palcem - wycieka ci... z dupy.
-To na co czekasz? - popatrzyła na niego wymownie.
-A co ja mogę? - wstał choć o wiele bardziej miał ochotę poleżeć w łóżeczku.
-Może byś tak po sobie posprzątał.

-Że co kurwa!? - sam żeś chciał to sam posprzątaj - minął go nie patrząc na niego
Zirytowany tym jak on może traktować tak swoją księżniczkę złapał go za włosy i rzucił o podłogę.
-Sprzątaj – wycedził przez zęby.
-No chyba cię bóg opuścił - skwtował, chwytając go za włosy i sam Ferid też wyrżnął o podłogę.
-Czy ty naprawdę chcesz mi się sprzeciwiać? - wsparła się na rękach -Czy ty się człowieku  śmierci nie boisz?
-Yyyy... tak... - spojrzał na niego z mina wyrażająca odrażenie.
Wstał niechętnie z podłogi i spojrzał na Gurena z niechęcią
-Zabiję cię później, teraz chce zobaczyć jak poradziła sobie moja córunia – powiedział z dumą
-Chyba mój synek - prychnął i wstał za nim. Ale najpierw obrzucił go spojrzeniem z góry do dołu - Ubierz się ladacznico.
-Mój dom i mogę tak biegać! - westchnął - Ale ten twój dzieciak może się zdziwić... - Zaczął się ubierać.

Ichinose westchnął ciężko i podszedł zrezygnowany do tej dzifki.
-Z kim ja normalnie żyje... - zarzucił mu kołdrę na łeb.
Bathory przyciągnął go do siebie władczo i z satysfakcją zerknął w paczydełka.
-Ze mną Kochanie - cmoknął do niego.
-O to mnie przeraża... - pokiwał głową, objął go w pasie i pociągnął na dół do dzieciaków.
Kiedy byli już na dolę arystokrata po cichu zakradł się pod drzwi.
-Zapukać czy wchodzić jak do obory?
-Mieszkasz tu. Oczywiście ze jak do obory! - powiedział patrząc jak na debila.
-W takim razie ty właź! - fuknął - Mi nie wypada.
Prychnął cos o jego poczuciu wyższości i otworzył drzwi z hukiem.
-Hej. Wy dwoje! Uprawiacie seks?
Obaj stali jak w ryci. Na ich oczach malował się uroczy obrazek jak dwoje dzieci bawi się radośnie.. układając klocki! Zdziwieni nagłym wtargnięciem swoich opiekunów jakby w ogóle nie zwrócili uwagę na pytanie. Guren oparł się o ścianę. Ręce opadły mu bezsilnie.
-Ta dwójka... Ich chyba już nic nie uratuje... To beznadziejne przypadki - potarł sobie skroń.
Ferid zaczął oddychać głęboko starając się uspokoić żeby ich tam zaraz nie rozszarpać. Chwycił Mike za szmaty
-Powiedz mi że to zrobiliście!
Przestraszony Michaela aż się zachłysnął powietrzem.
-Kazaliście układać klocki. To układamy. O co wam chodzi? - pisnął cichym niemal dziewczęcym głosikiem
Krew już go zalewała. Rzucił nim w Yuu. Mika przygniótł bruneta swoim ciałem i obaj upadli na podłogę
-No i mam ship! - krzyknął do Gurena wskazując na dzieciaki.
Ichinose jak stał tak stał załamany.
-Wdaje mi się ze już lepiej będzie obojgu wibratory w tyłek powpychać. Te dwie cioty nawet nie wiedza do czego się chuja używa…
-A ja myślę że lepiej będzie im te chuje pourywać i wsadzić do dupy! - złapał Gurena i wyprowadził z pokoju.
Nie odpowiedział. Raczej nie trzeba było mówić o tym, że się z nim w pełni zgadza.
-A może pornosa by im puścić... Nie..  Nie wiedzieliby co to... Boże...
-Zostaw to już! - wydarł się prosto w jego twarz -Pierdole to wszystko!
-To był twój kreteński pomysł przypominam! - wskazał ręka tamte drzwi - Trzeba się pogodzić, że mamy dwie pizdy a nie dzieci!
-Pizda jak ty.. - fuknął - Nie denerwuj mnie już, bo te ich chuje tobie wsadzę!
-Jakby było co - wywrócił oczyma - A wiesz co? Tak się chwaliłeś. Że tak wyedukowałeś tą blond cizie i co? I nic! - usiadł na kanapie - Masz jeszcze wódkę?
Powstrzymał się od dalszej wymiany zdań i podał mu alkohol.
-Pij szybko i chodź – pośpieszał go.
-Gdzie? - napił się z butelki nawet się nie krzywiąc i podał Feridowi. Na trzeźwo się tego Zdzierżyć nie dało.

Wampir wypił od razu i rzucił mu wymowne spojrzenie.
-Jak to co? Chodź się pierdolić! - pociągnął go
-Aaaaa.... - dopił szybko resztkę alko. Wziął go za rękę i pociągnął znów na górę.


The end

czwartek, 24 grudnia 2015

Kagami x Kuroko

Witam Misie moje kolorowe jak zwykle przybywam do Was z prezencikiem :)
Tym razem nieco nietypowo, bo zakończone będzie dawno niewidzianym na tym blogu "CDN"

Ale nic. Czas na te Wasze precenty, ale najpierw coroczne życzenia.

Więc ja tak:
Mniej raka w raku w fandomie , albo i więcej zależy kto co woli
Życia bez nerwów
Mnóstwo seksów i zadowolenia.
No i ogólnie ten tego :)

Świąteczny cud
-Tetsuya! Śnieg! Najprawdziwszy śnieg! Kochanie! Obudź się spójrz!
Kuroko został obudzony wcześnie rano, zbyt wcześnie. Oczy miął zalepione, a w ustach sucho jak w piekle. Naprawdę musi się oduczyć spania z otwartymi ustami.  Tym bardziej że po tym nawet poduszka stawała się mokra.
Usiadł i rozejrzał się nieprzytomnie.
-Co...?  - mruknął cicho
-Pada śnieg... – odpowiedział Kagami wpatrując się zafascynowany w biały krajobraz za oknem. Z miną przypominającą tą, którą ma dziecko na widok swoich ulubionych lodów. Wyglądał na niesamowicie szczęśliwego
Włosy Kuroko były w kompletnym nieładzie, rozwiane na cztery strony świata. Wyglądał, co najmniej komicznie. Nauczył się jednak, że pierwszą rzeczą, jaką musi zrobić po przebudzeniu się, to je odrobinę przygładzić. Nieco powolnymi ruchami przeczesał swoje włosy palcami. Miał nadzieję, że dzięki temu nie będzie już wyglądał tak jakby zaczynał wchodzić na SSJ.
Na szczęście, Taiga już dawno przyzwyczaił się do jego wyglądu z samego rana. Nie zwracał uwagi na jego nieco rozwianą fryzurę, zamiast tego po prostu się do niego zbliżył. Wbił w niego swoje ogniste spojrzenie – tak bez wątpienia to były oczy, pod których spojrzeniem można zwyczajnie spłonąć. Tetsuyi też zrobiło się gorąco.
-Tak… słyszałem w telewizji, że ma być strasznie mroźnie i nawet u nas śnieg może leżeć przez wiele tygodni – odparł spokojnie uciekając znów gdzieś wzrokiem. Jakie to głupie, że te jego spojrzenie magnetyczne i hipnotyzujące po tak długim czasie wciąż go peszyło.
-Czyli istnieje szansa na Gwiazdkę ze śniegiem!? – pisnął Kagami bardzo podnieconym głosem.
-Prawdopodobne… - kiwnął głową i swoją uwagę skierował na okno. Malował się za nim naprawdę majestatyczny wygląd. Drzewa, domy i chodniki pokryte pyły śniegiem, niczym białą puchową kołderką. Mimowolnie się uśmiechnął.
-Tetsuya… - Kagami poczekał aż zwróci na niego uwagę, a potem sypnął mu puchem w twarz, a raczej tym, co z niego zostało, czyli na wpół roztopionym lodem i wodą, za długi trzymał to w dłoni.
-Bakagami! – pisnął Tetsu i zaczął ścierać to sobie koszulką od piżamy. Spojrzał na niego potem lekko rozgniewany, ale zaraz potem się nieznacznie uśmiechnął – Jak dziecko… - odparł wywracając oczami, a potem pozwolił mu się pocałować. Jego gorące usta na dzień dobry były o wiele lepsze niż czarna, mocna kawa. Pobudzały o niebo lepiej.
-Chodźmy dziś na dłuuuugi spacer – zaproponował Taiga uśmiechając się szeroko.
-Nie ma problemu – odparł mu bez zastanowienia. Już sobie wyobrażał jak to duże dziecko zaczyna szaleć w parku wraz z prawdziwymi dziećmi – Ale później… Daj jeszcze chwilkę pospać… - zarzucił mu ręce na szyję i się w niego wtulił
-Dobrze… - ułożył się grzecznie obok niego dając mu się w siebie słodko wtulać.

Jak sobie obiecali wyszli potem na bardzo długi spacer. Widok był piękny, jeszcze piękniejszy niż ten malujący się za oknem, tylko było też o wiele zimniej niż w domu. Chociaż ubrali grube czapki i rękawiczki to i tak odczuwali zimno. Żaden z nich tego nie powiedział na głos, ale jakoś obaj wiedzieli, że długi na tym mrozie nie wytrzymają. Para leciała z ich ust niczym dym papierosowy. Było piekielnie zimno.
Jedynym, któremu zdawało się to nie przeszkadzać był No. 2, który biegał i szalał w zaspach z wywieszonym języczkiem. Wyglądał na niezwykle zadowolonego. Jego pan, co i raz rzucał mu jakieś patyczki, a on je bez problemu odnajdywał i przynosił mu powrotem. Był cholernie uroczy.
-Kagami-kun… - odezwał się pierwszy Kuroko, głos mu drżał, z resztą tak jak i cały on, był o wiele mniejszy i szybciej tracił ciepło – Chodźmy już do domu… Boje, że się rozchoruje…
-Um… - kiwnął głową że się zgadza – Ale za minutkę, dobrze…
-Dobrze, jeszcze chwilkę – uśmiechnął się do niego. Kochał go i tak cholernie chciał żeby miał z tego frajdę.
Przeszli jeszcze kawałek zasypanymi parkowymi ulicami, a wtedy Taiga niespodziewanie przytulił się do pleców Tetsuyi. Zaskoczony zamrugał i zatrzymał się. Gdyby nie znał tych silnych ramion, które go oplatają zapewne by się przestraszył, ale to był przecież on, jego Kagami.
-Już dawno chciałem to zrobić… - mruknął rudy chłopak przytulając go mocniej.
-Nic dziwnego… przecież jest strasznie zimno i… - odparł mu spokojnie.
-Nie… ja nie o tym… - otworzył swoją wielką silną, dłoń i wystawił przed oczy Tetsu małe czerwone pudełeczko – Bałem ci się to dać… Ale dziś… nie mogę dłużej czekać.
Drżącymi dłońmi Kuroko wziął pudełeczko. Nie łatwo było mu je otworzyć w rękawiczkach, wełna ślizgała się po welurowym opakowaniu, ale w końcu je uchylił, a jego oczom ukazał się mały srebrny pierścień.
-Kagami-kun… czy to..? – zaczął mówić, ale nie wiedział jak to powiedzieć momentalnie miał pustkę w głowie. Nogi się pod nim ugięły. Jeśli chwilę temu było mu zimno, to teraz miał wrażenie, że znajduje się na tropikalnej wyspie. Płonął niemal. Ale nawet, jeśli jego ukochany jeszcze nie zadał tego pytania, to jego serce z całych sił krzyczało już głośne i donośne „Tak!”
-Proszę zostań ze mną na zawsze… - wyszeptał bardzo speszony. Prawie niewyraźnie. Słychać było, że zebrał w te kilka słów całą swoją odwagę – Zgadzasz się?
-Tak… – odpowiedział z charakterystycznym dla siebie spokojem, a potem odwrócił się i zawisł na jego szyi – Tak Kagami-kun… zgadzam się…
-Tak się bałem… - szeptał dalej, ale teraz z wyraźną ulgą, tak jakby kamień spadł mu z serca – Że nie chcesz, że się nie zgodzisz…
-Głupek… - pocałował go, rzadko to on to robił, nigdy nie zdążył, bo jego chłopak chodź teraz już bardziej narzeczony, robił to tak często że sam nie miał kiedy – Wracajmy już… dobrze..?
-Dobrze.
Kagami przytulił go jeszcze mocniej, a następnie obaj w doskonałych nastrojach wrócili do domu. Na rozebraniu się z samych kurtek bynajmniej nie zamierzali skończyć.
-Kagami-kun… - szeptał Kuroko, gdy jego twarz była obsypywana masą drobnych, ale gorących pocałunków – Załóż mi go…
Rudy chłopak nieco niezdarnie wyciągnął pierścionek pudełeczka, które od razu wypadło mu z rąk i niemal natychmiast porwał je No. 2 uznając je za swoją nową zabawkę do gryzienia. Taiga wsunął okrągły przedmiot na zimny i drżący palec swojego ukochanego. Pasował jak ulał.
-Teraz jesteś już mój – stwierdził i porwał Tetsuye na ręce, potem zwyczajnie zaniósł go do sypialni i zaczął rozbierać.
Tetsu nie protestował mając przed sobą perspektywę upojnych chwil. Gdy już był całkiem nagi spojrzał na swoją rękę, bał się, że będzie to wyglądać strasznie niemęsko i dziwacznie, ale Kagami miał świetny gust. Jego dłoń z jakiegoś powodu bardzo zaczęła mu się podobać. Uśmiechnął się do siebie, a gdy zaczęło do niego docierać, co się właściwie dziś stało odwrócił się na brzuch i wtulił twarz w poduszkę, nie chciał, żeby jego narzeczony widział, jaki jest tym wszystkim cholernie speszony.
-Tetsuya… czy wszystko w porządku…? – Taiga pocałował go czule w kark.
-Tak… Ja tylko… - po prostu chciało mu się krzyczeć ze szczęścia – Tak bardzo cię kocham…
-Tak jak ja ciebie – zaczął sunąć ustami wzdłuż jego kręgosłupa wprawiony w tym jak to już ma robić aby ponudzić każdy nerw.
-Kagami- kun... Zrób ze mną dziś, co tylko zechcesz... – wzdrygnął się pod wpływem przyjemności i wypowiedział nieśmiało.
Zawsze prosił go raczej żeby był delikatny, ale dziś było zupełnie inaczej. Dziś zwyczajnie chciał mu się oddać. Pokazać mu jak jest szczęśliwy i jak bardzo się cieszy z jego i swojej decyzji. Możliwe, że ze zwykłej wdzięczności albo, dlatego że także chciał mu coś zaoferować.
-Będziemy się kochać jak zawsze... - odwrócił go i spojrzał w jego zawstydzoną twarz – Bo zawsze mi się to podoba...
Tetsuya zadrżał, ten czuły głos zawsze tak na niego działał. Spojrzał na niego zawstydzony. Ogień, który do tej pory jedynie tlił się w jego podbrzuszu teraz zwyczajnie zaczął buzować, o ile do tej pory był lekko twardy to teraz stanął mu całkowicie. Był pewien, że jego ukochany też był podniecony.
-Teraz ty się rozbierz... - przecież sam tak bardzo kochał go oglądać. Wsunął mu ręce pod koszulkę. Pierścionek zahaczył lekko o materiał. Wszystko mu teraz o tym przypominało
Kagami posłusznie zerwał z siebie ubranie. Napiął swoje mięśnie wiedząc jak bardzo jego chłopak lubi mu się przyglądać, a wiedział jak to zrobić, jak najlepiej pokazać to ciało, które przez lata treningów zrobiło się naprawdę piękne. Lekko hebanowa skóra lśniła w słońcu wpadającym przez okno, a mięśnie pod nią poruszały się w taki sposób, że każdy, kto na to patrzył był pod wrażeniem.
-Kagami-kun… - po prostu podszedł do niego na czworaka całkowicie nim zafascynowany. Dotknął jego klatki piersiowej swoimi dłońmi. Wzrokiem dosłownie go pożerał. Chciał być już w jego objęciach, wtulił się w niego przywierając swoim ciałem do jego ciała. Ich skóry tak pięknie ze sobą kontrastowały.
-Podoba mi sie, gdy tak robisz… - odparł mu
Obaj opadli na łóżko, Taiga na plecach, a Tetsuya na nim. Znów zaczęli się całować pieszcząc i dotykając się nawzajem, ocierając i jeszcze bardziej podniecając.
Kuroko jęknął cicho, niecierpliwie, gdy poczuł jego dłonie na swoich pośladkach, jak je ściskają i rozchylają na boki. Prawie jak na zawołanie oplótł go swoimi udami. Ścisnął mocno jego biodra. Tak, pożądał go. Chciał o wiele więcej niż dziś dostał. Znów spojrzał na swoją rękę ukradkiem. Po raz pierwszy w swoim życiu miał ochotę piszczeć dosłownie jak panienka. Teraz usiadł na jego biodrach tak, że jego penis dotykał męskości jego narzeczonego. Uśmiechnął się delikatnie jak to miał w zwyczaju. Chociaż miał lekkie rumieńce na twarzy nie chciał pokazywać, że jest tym wszystkim tak bardzo zawstydzony. Płonął z pożądania.
Kagami widząc jego pragnienie i starania w końcu zlitował się i postanowił nico ulżyć. Wziął do ręki jego penisa i przycisnął go do swojego, oba były twarde i nabrzmiałe, chętne do zabawy.
                Tetsu westchnął cichutko zamykając oczy i przechylając głowę lekko w bok. Z jego ust wydobyło się ciche wyznanie, prawie niezrozumiałe. Ale jego ukochany je rozumiał je doskonale, uniósł się i pocałował władczo Kuroko. Następnie położył go, przeczesał jego włosy delikatnym i czułym gestem.
                -Kocham cię… - jęknął znów Tetsuya czując jak palce jego ukochanego się w niego zagłębiają. Przymknął oczy rozluźniając się, przyjmując to co mu daje. Zadrżał wiedząc że zbliża się do tego miejsca które daje mu najwięcej przyjemności. Wbił głowę mocniej w poduszkę i zacisnął paluszki na poduszce wijąc się słodko.
                -Ja ciebie też… - wziął głęboki oddech, a gdy uznał, że Kuroko już wystarczy tej pierwszej pieszczoty wszedł w niego z wyczuciem, jak zawsze starając się zwracać uwagę na jego potrzeby.
              Kagami ułożył się pomiędzy jego nogami i delikatnie pieszcząc skórę na jego bokach i udach płynnie wsunął w niego.
Kuroko jęknął przeciągle czując go w środku. Jak się w niego wsuwa i porusza w tak subtelny sposób, jak jego penis pulsuje rozpychając jego wnętrze. Objął go z całych sił. To właśnie jego bliskość dawała mu najwięcej przyjemności.  
   Jego ukochany wiedział jak to robić, tak często już się kochali, że znał go lepiej niż ktokolwiek inny, każdy skrawek jego drobnego ciała, każdy mięsień. Wiedział jak reaguje, gdy dotknie w danym miejscu. Wiedział też, że musi być w stosunku do niego delikatny. Nawet teraz gdy kierowała nim ta nieposkromiona żądza był dla niego czuły. Poruszał się powoli ale i głęboko, z wyczuciem. Dopiero po chwili przyspieszał.
Czuł każdy ruch wyraźnie, jak mięśnie i na jego brzuchu poruszają się przy każdym pchnięciu i to jak w niego wchodzi, no i oczywiście żar tego pięknie wyrzeźbionego ciała. To wszystko było jak marzenie. Starał się oddychać spokojnie, ale to wszystko było tak trudne pod wpływem takiego podniecenia. Oplótł go nogami, a dłonie położył na jego umięśnionych plecach, zawsze był pod ogromnym wrażeniem tego jak te mięsnie wspaniale poruszają się pod skórą. Patrzył na sufit, pomalowany białą farbą, ale teraz wydawał mu się niezwykle interesujący. Przyglądał mu się wyszukując najdrobniejsze plamki, i zgrubienia. Chociaż był biały dla niego wydawało się że ma na sobie tysiące gwiazd, a wszystko przez to, że sam czuł się jak w siódmym niebie. Serce mu waliło tak jakby zaraz miało wyskoczyć z jego piersi i samo gdzieś pobiec
-Kagami-kun… - szepnął drapiąc go lekko.
-Tak… kochanie…? - musnął jego usta.
-Nic… jest mi… ah… - odwrócił głowę na bok gdy tamten trafił w to najczulsze miejsce. Aż całe jego ciało zadrżało pod wpływem tej rzeczy która w nim tkwiła  – Tam…
-Wiem – uderzył znów w to miejsce sprawiając mu niewyobrażalną rozkosz.
Czuł się tak jakby to uczucie go otumaniało i istniało tylko ono. Zatapiał się w nim. Na całym świecie byli tylko oni. Nikt im nie przeszkadzał tylko oni i ich miłość. Seks z Kagamim zawsze był dla niego przyjemny, ale tego dnia przewyższało to wszystko inne, zdawał sobie sprawę, że to przez to iż właśnie się zaręczyli i kierowała nimi euforia. Nie obchodziło go to, uniósł się nieco na łokciach wpijając w usta jak oszalały.
Nawet Kagami jęknął i po pocałunku wtulił głowę w jego szyję poruszając się mocno i niespokojnie. Nie zdarzało się to często, ale Kuroko był zadowolony, że jest w stanie wywołać w nim taką reakcje.
-Możesz głębiej… - zaproponował nieśmiało wijąc się z przyjemności. Po chwili poczuł jak bardzo go posłuchał. Aż krzyknął w niebogłosy coś niezrozumiałego. Dłońmi pożerał ukochanego przyciągając go jeszcze do siebie – Tak!
Widział raj będąc w jego ramionach, czując jak jest w nim, jak się porusza w ten wyjątkowy sposób, tak jakby to tempo było zarezerwowane wyłącznie dla niech i nikt inny nie miał do niego prawa. Czując gorące pocałunki na swojej szyi i ramionach nadstawiał się zachłannie po jeszcze.
-Kagami-kun – zerknął przestając go do siebie przyciskać i zacisnął z całych sił ręce na prześcieradle marszcząc je i ściągając w niektórych miejscach. Wiedział też że jego ukochany czuje jak mocno się na nim w tej chwili zaciska. W zasadzie nie musiał nic mówić on i tak by to wiedział, ale jednak dał mu znak – Dochodzę…
-Wiem… - odpowiedział mu i wpił się w jego usta.
Kuroko był, na co dzień cichy i nieśmiały, ale w sytuacji gdzie się z nim kochał, po prostu odpływał i oddawał mu się, potrafił jęczeć, co prawda niezbyt głośno ale to robił, nawet krzyczeć mu się zdarzało. Nie potrafił się kontrolować gdy był pod nim. Doszedł piszcząc w jego usta, czując jego język w swoich.
Spuścił się w końcu brudząc swój i jego brzuch. Znowu nie pomyśleli że nabrudzą, ale ta pasja, namiętność sprawiały że nie mieli nawet ochoty zwrócić na to uwagę. Byli zbyt zajęci sobą nawzajem.
Kagami zaśmiał się cicho czując tą lepkość na swoim brzuchu, ale nadal nie przestawał poruszać swoimi biodrami wbijając się wciąż w ciało Kuroko, aż w końcu sam go wypełnił.
-Kocham cię… - wyszeptał patrząc mu głęboko w oczy, a potem przygniótł go swoim ciałem zmęczony…
-Aj… Kagami-kun… - jęknął Tetsu próbując nadaremnie go od siebie odsunąć.
-Mógłbyś już z tym skończyć? – mruknął nie wstając.
-Z czym…? - sapnął ciężko. Trudno było mu oddychać.
-Z mówieniem mi po nazwisku… - burknął.
Zaczerwienił się i już nie walczył z tym, że na nim leży, wtulił usta w jego piękne, umięśnione ramię. Chwile mu to zajęło, ale potem przypomniał sobie o tym małym przedmiocie na jego palcu. Chyba wypadałoby już. Po prostu.
-Taiga-kun…  - wyszeptał i zacisnął oczy czekając na reakcje.
Reakcja jego narzeczonego okazała się taka jakiej się dokładnie spodziewał. Rudy chłopak przerzucił go tak, że Tetsuya teraz leżał na nim, ale nie dał mu odetchnąć, przytulił go do siebie tak mocno, że Kuroko aż pisnął.
-Już…. – poklepał go po ramieniu jak podczas zapasów, dając znać, że się poddaje.
-Tylko ty i ja… - odpuścił wyciskanie z niego wnętrzności i splótł ze sobą ich palce, ręka Kuroko była tą ręką z pierścionkiem – Kocham cię.

-Ja ciebie też… - szepnął i go pocałował. 

CDN

Hmmm i jak...
Niech zgadnę... rzygacie już jednorożcem który rzyga tęczą? 
A co jeśli powiem, że nie zawsze będzie tak kolorowo? 

niedziela, 6 grudnia 2015

Murasakibara x Akashi na Mikołajki

Witam Słodziaczki!
Wszystkiego najlepszego z okazji Mikołajek
Jak zwykle przygotowałam dla Was prezent
Tym razem króciutkie opowiadanie z serii KnB
Życzę przyjemnego dnia i zapraszam do czytania :)

W wyrazie uczuć
                Kuchnia wyglądała tragicznie. Brudne naczynia piętrzyły się w zmywarce i w zlewie. Mąka niczym śnieżnobiały zimowy puch przykrywał większość kafelkowej podłogi. Podobny los, co podłogę spotkał także kuchenne szafki, z tą różnicą, że tam była jeszcze rozchlapywana bladożółta masa, oraz wykwitły na niej czerwone jak krew plamy rozgniecionych truskawek. Zasłony i ściany także były w tragicznym stanie.
                Akashi krzątał się i uwijał, jak tylko mógł. Pomimo, że założył na siebie biały fartuszek, to i tak jego ubrania się pobrudziły. Białe mankiety koszuli były w tej chwili obklejone masą do ciasta i drobinkami czekolady. Jego włosy wcale nie miały się lepiej, w kosmyki grzywki wklejone były drobinki masy, która teraz już zaczęła zasychać, tworząc kruchą skorupę.
                Obrócił się i spojrzał nerwowo na zegarek. W pośpiechu wciągnął rękawice kuchenne i podbiegł szybko do piekarnika i wyciągnął zarumieniony na złocisty kolor biszkopt. Odstawił go delikatnie na blat i przyjrzał się mu. Odetchnął z ulgą, wyglądało na to, że tym razem mu się udało. Po licznych próbach i błędach, nareszcie udało mu się stworzyć coś, co wyglądało naprawdę dobrze, wręcz perfekcyjnie. Idealny kolor, harmonijnie przypieczony z każdej strony, równy kształt koła o pięknie zarysowanych krawędziach. Ciasto godne królów.
                Odstawił blachę, aby jej zawartość mogła w spokoju ostygnąć, a sam zajął się przygotowywaniem masy. Pysznej, słodkiej, kremowej, białej niczym śnieg, z dodatkiem czerwonych truskawek, które miały dodawać całości charakteru i były modnym dodatkiem do ciast i deserów w tym okresie. Sezonowe truskawki, są najlepsze na świecie!
                Udało mu się stworzyć masę, która miała idealna konsystencję, trzymała się sztywniutko jak przystało na takiej jakości wypiek. Owoce nie zapadały i nie topiły się w niej. Wręcz przeciwnie ślicznie się na niej prezentowały, niczym rubinowe klejnoty na białek koronie królowej śniegu. Akashi uśmiechnął się patrząc na swoje dzieło. W tej chwili był z siebie bardzo zadowolony. Nawet nie obchodziło go to, że narobił mnóstwo bałaganu i sam wygląda tak, jakby się od kilku dni nie mył. Był z siebie dumny, już dawno nie czuł się tak dobrze. Nawet z nietypową dla siebie radością do tego typu zajęć, wziął się za sprzątanie tego, co tutaj narobił. Gdy już wszystko zostało przywrócone do poprzedniego stanu, pobiegł się umyć i przebrać. Pędem zrzucił z siebie pobrudzone ubrania i cisnął je do kosza na brudną bieliznę. Szybko wskoczył pod prysznic, palcami wyczesał ze sklejonych włosów kawałki ciasta. W pośpiechu się wytarł i zaczął ubierać. Z szafki wygrzebał jedną ze swoich ulubionych zielonych koszul i założył ją na siebie.
Ledwie, co zdążył zapiąć ostatni guzik, gdy usłyszał szczęk klucza w drzwiach. Wyskoczył w jednej chwili do przedpokoju i stanął przed drzwiami.
-Witam! – z niezwykle szerokim uśmiechem na ustach powitał w domu Atsushiego.
-Cześć Aka-chin! Jak ci minął wolny dzień? – postąpił do przodu i ucałował Akasiego w policzek z głośnym „Mmm”
-Dobrze – miał ochotę podskakiwać z podniecenia. Powstrzymywał się, ale wymownego spojrzenia powstrzymać nie mógł.
-Coś się stało? – Murasakibara popatrzył na niego podejrzliwie – Jesteś jakiś taki…. Dziwnie podniecony – przekręcił głowę w bok, niczym szczeniaczek.
-Chodź. – wyciągnął w jego kierunku obie dłonie.
-Dokąd? – podał mu jedną rękę i od razu zaczął być gdzieś wiedziony.
-To dla ciebie.
Stanęli w kuchni, która teraz wyglądała tak, że nie było po niej nawet najmniejszego śladu poprzedniego bałaganu. Na stole, a dokładnie na samym jego środku stało piękne ciasto, a dookoła niego rozsypane były płatki kwiatów.
-Sam zrobiłem – powiedział znów Akashi dumny z siebie niczym paw.
-Aka-chin! Naprawdę!? Dziękuję! – Atsushi pisnął jak dziecko zasłaniając sobie usta dłonią. Potem uświadomił sobie, że wypada podziękować za tak wspaniały prezent i pocałował mocno swojego ukochanego – Jest wspaniały – szepnął nadal trzymając go z ramionach.
  -Cudownie, że ci się podoba – wtulił głowę w jego klatkę piersiową.
-A mogę spróbować? – w jego oku pojawił się nagły błysk.
-Oczywiście! – oderwał się i natychmiast przyniósł mu nóż, talerzyk i mały widelczyk.
Atsushi odebrał od niego wszystkie przedmioty i zabrał się za krojenie. Ukroił sobie ogromny kawałek i z zadowoleniem nałożył ogromny kawałek. Zaraz potem usiadł za stołem i skosztował.
-Smakuje? – Akashi przestępował z nogi na nogę, niecierpliwiąc się bardzo.
-Tak… jasne… - powiedział niezbyt przekonująco.
-Coś nie tak. Jest niedobrze, prawda? – zrobił ogromne, przerażone oczy.
-Ależ skąd… - pokręcił nerwowo głową i wziął kolejny kawałek do ust.
Nie dowierzając swojemu chłopakowi Seijuro ukroił sobie maleńki kawałek i momentalnie wrzucił sobie go do ust.
-Fuj! – wypluł na chusteczkę – Tego się nie da jeść! Atsushi, dlaczego nie powiedziałeś!? – rzucił się. Żeby zabrać talerz z ciastem.
-Nie jest takie złe! – zabrał mu naczynie tuż sprzed nosa i uniósł wysoko nad głowę.
-Oddaj! – podskoczył.
-Nie! Nawet tobie nie oddam! Dałeś mi, to moje!
-Ale to jest nie dobre. Tego się nie da jeść! Musiałem coś pomylić. Chyba dodałem sól zamiast cukru do biszkopta! Chcę to wyrzucić!
Zamiast próbować bezskutecznie dosięgnąć do talerza, który niezaprzeczalnie był poza jego zasięgiem, postanowił ściągnąć go na dół. W tym celu rzucił się Murasakibarze na szyję. Zaskoczony Atsushi, nie utrzymał równowagi i przewrócił się do tyłu, Akashi także się wywrócił i wylądował między jego nogami z głową na jego brzuchy, a niedobre ciasto, zwirowało w powietrzu, żeby następnie z głośnym „Pac” znaleźć się na głowie rudego. Ponownie kuchnia została zabrudzona.
Akashi, zdawać by się mogło, że jęknął, ale nie podnosił głowy z brzucha swojego chłopaka.
-Aka-chin! Nic ci się nie stało!? – nie na żarty przerażony Murasakibara na siłę podniósł mu głowę, i zaczął mu się bacznie przyglądać.
Seijuro nic nie odpowiedział, tylko broda mu się zatrzęsła i wybuchł cichym szlochem. Łzy już od dłuższego czasu płynęły po jego policzkach.
-Aka-chin! Boli cię coś? – zatroskany Atsushi, nadal się dopytywał, odklejając mu z włosów największe kawały.
-Nie! – wrzasnął odpowiedzi chowając znów twarz w ubraniach ukochanego – Nie wyszło mi! A chciałem, żeby było idealnie, chciałem ci dać w prezencie coś takiego... Ty zawsze robisz słodycze – Mówił niewyraźnie a jego ciałem wstrząsnął szloch – Ja też raz chciałem… Przepraszam, że nie wyszło… Chciałem tak dąć ci coś… z miłości…
-Nie szkodzi – wziął go za ramiona i odwiódł od siebie – Doceniam chęci – uśmiechnął się szeroko.
-Dlaczego nie powiedziałeś, że jest niedobre? – otarł sobie oczy, pogorszył jedynie sprawę, bo podlepiał sobie w rzęsy kawałki masy.
-Bo mój Aka-chin zrobił to dla mnie – uśmiechnął się szczerze i szeroko – Poza tym tylko biszkopt jest nie dobry, resztę da się zjeść – powiedział i zlizał masę z czubka nosa ukochanego – Pyszne! 
Murasakibara liczył, ze ten gest rozchmurzy jego chłopaka, ale ten jedynie zrobił taką, minę, po której było znać, że bardzo mocno powstrzymuje napływające do oczu łzy, jednak i to nie pomogło. Znów się rozpłakał i rzucił się w ramiona Atsushiego.
-Kocham cię! – krzyknął wtulając się w niego mocno.
-Ja ciebie też – ucałował go w skroń – Ale następnym razem to ja robię ciacha… - wyczesał z włosów Akashiego truskawkę i wrzucił ją sobie do ust.



Dziękuję za przeczytanie i Wesołego Jajka!

sobota, 31 października 2015

Na Halloween

Ohayo w tym strasznym dniu!
Miłego straszenia

Mam dziś dla Was coś... *mlaska* innego.
Tym razem macie moje autorskie opowiadanko...
Cóż, wiem że nie każdemu się spodoba...
Pisane w jeden wieczór gdy byłam zmęczona, ale zaszlachtowałabym się gdybym czegoś nie dodała na Halloween...
No zbyt górnolotne też nie jest, ale może choć jeden amator się znajdzie...

Trick or treat!?

Zaginiony

To był pierwszy dzień Yaku na uczelni. Był lekko przestraszony i niepewnie rozglądał się po ludziach. Nagle usłyszał silne wycie wiatru za oknem. Odwrócił wzrok w stronę okna i wtedy go zobaczył. Ujrzał jak stał i zafascynowany patrzył jak silny wiatr gna zbłąkane liście po uczelnianym chodniku. W końcu odwrócił się w jego stronę. Jego szare, lekko puste oczy wpatrywały się w twarz nowego studenta. Nie uśmiechnął się, na jego obliczu nie było śladu żadnych emocji. Yaku również nie mógł oderwać od niego wzroku. Zainteresował go od razu. Wyglądał tak jakby został wyrwany z innej epoki. Jego ubranie ani trochę nie było modne, ale wyglądał elegancko. Zupełnie inaczej niż dzisiejsi młodzi ludzie. Może, dlatego właśnie zwrócił na niego uwagę, dlatego że był inny, może mający swój styl, albo niechcący się dostosować do reszty. Jego jasno-blond włosy także nie wyglądały jakby były zrobione w dzisiejszych czasach. Gdy tak na niego patrzył był trochę jak sparaliżowany nie mógł nawet drgnąć, ale nawet gdyby jego ciało go słuchało i tak nie odważyłby się podejść. Pewnie patrzyłby tak całą wieczność, gdyby ktoś go nie potrącił. Zeszyty i książki wypadły mu z ręki, a gdy je już pozbierał i chciał znów na niego zerknąć, jego już nie było. Rozejrzał się dookoła, jednak nigdzie nie mógł go znaleźć. Tak jakby rozpłynął się w powietrzu. Zniknął.
                Od tamtej chwili rozpaczliwie chciał się dowiedzieć, kim był ten chłopak. Jednak każdy, kogo pytał robił jedynie wielkie oczy nie mając pojęcia, o kogo chodzi. Nie wiedział, na którym roku jest ten chłopak ani na jaki wydział chodzi. Nic o nim nie wiedział. Poza tym od tamtej chwili nie wiedział go już więcej. Zaczynał myśleć, że mógł to być ktoś, kto był tutaj jedynie przypadkiem, albo spotkać się z kimś, albo tak naprawdę nigdy nie istniał. Był tylko i wyłącznie projekcją jego nad wyraz bujnej wyobraźni.
                W końcu porzucił myśl o nim, starał się zapomnieć o jego oczach i o nim całym. Postanowił skupić się na studiach, na nauce, na poznawaniu nowych ludzi. Żyć dalej nie gnając za czymś, co mogło nigdy nie istnieć. Jednak nie udawało mu się. Szukał go na korytarzach, wodził wzrokiem po ludziach w nadziei, że będzie to właśnie on. Jednak mijały tygodnia, a on go nie dostrzegał.
                Gdy już stracił doszczętnie nadzieję na spotkanie go znów. Ponownie go zobaczył. Na początku myślał, że mu się przewidziało, że umysł znów płata mu figla, ale im dłużej patrzył tym bardziej się upewniał, że to właśnie on. Że nie pomylił go z nikim innym, że to właśnie on, bo nie wiedział, kim jest, ani jak ma na imię. Przechodził obok niego niby obojętnie, ale w jednej chwili odwrócił się gwałtownie. Jeśli znów utraci taką okazję już nigdy nie będzie dane mu go zobaczyć.
                -Jak… jak masz na imię…? – spytał prosto z mostu.
                Nieznajomy jedynie spojrzał na niego i zrobił niesamowicie zdziwioną minę. Nie odezwał się jednym słowem. Po prostu stanął jak wryty i patrzył w jego stronę z szeroko otwartymi oczyma i uniesionymi brwiami
                Nie doczekawszy się odpowiedzi Yaku ruszył w jego rosnę bez chwili zastanowienia. Wiedząc, że kolejna taka okazja może mu się już nigdy nie przydarzyć. Jednak nim zdążył do niego podejść, ktoś przysłonił mu widok, a gdy znów mógł go dostrzec, jego znowu nie było. Niczym kamień w wodę, przepadł. Uciekł po raz kolejny w niewiadomym kierunku. W tej właśnie chwili Yaku zaczął się zastanawiać czy aby wszystko jest z nim w należytym porządku. Doszedł do rozsądnego wniosku, że z całą stanowczością nie jest. Chyba zaczynał wariować przez nadmiar obowiązków i nauki. Może był przemęczony, a może psychicznie chory. Jedno było pewne to się wydarzyć nie mogło.
                Gdy znów go zauważył był już pewien, że kompletnie zwariował. Już dawno przestał o niego wypytywać, bo ludzie zaczynali brać go za wariata. Z resztą nic dziwnego skoro nim był. Jednak nie mógł nie podążyć za swoim omamem. Pomimo iż zdrowy rozsądek aż krzyczał żeby sobie z tym dał spokój, to on jednak go nie posłuchał. Bez wahania wszedł za nim do biblioteki i podążał pomiędzy półkami zawalonymi tonami książek i czasopism. Aż w końcu za jednym z zakrętów znów stracił go z oczu. Jak za każdym razem tak i tym był pewien, że już więcej go nie zobaczy. Już lekko zrezygnowany poszedł do miejsca, w którym mu zniknął. Nie mylił się, już go nie było, jak omam rozpłynęła się w powietrzu. Już chciał odejść stamtąd, nawet niezrezygnowany, raczej obojętny, w końcu wiedział, że tak będzie, ale coś upadło obok niego, to była stara gazeta z 1977 roku. Podniósł ją i nie wiedząc, czemu zabrał żeby przeczytać. To wszystko zaczynało był nad wyraz dziwne. Poczuł coś, czego nie czuł jeszcze do tej pory, zimny dreszcz biegnący wzdłuż jego kręgosłupa. To uczucie wprawiło go w lekkie odrętwienie. Drżąc uniósł gazetę do góry i przyjrzał się jej, papier był już stary, widać było, że był to przedruk, pismo nie było oryginalne, nic dziwnego do tej pory z całą pewnością rozleciałoby się już w drobny mak. Powstawało jedynie pytanie, po jaką cholere ktoś trzymał coś tak starego i to jeszcze w przedruku! To wszystko było po prostu dziwne.
                Usiadł przy jednym z czytelnianych stolików i zaczął wertować wnikliwie gazetę. To była zwykła lokalna gazeta, najogólniejsze wiadomości ze świata i kraju. Nowinki technologiczne, które do tej pory już były tak przestarzałe, że wydawały mu się niemal śmieszne, a ponadto większość z nich nie miała do tego czasu żadnego zastosowania. Były jedynie starymi rupieciami. Dalej widział kilka artykułów na temat społecznej działalności oraz wywiadów z lokalnymi gwiazdkami, o których nikt w szerszym świecie nie słyszał. Nic ciekawego, więc czemu ktoś do tej pory trzymał tą gazetę?
Zrezygnowany zamknął pismo. I westchnął chyba ktoś mu robił bardzo nieśmieszony żarty. Przetarł sobie oczy wierzchem dłoni i jeszcze raz zerknął na gazetę, tym razem na ostatnią stronę. W tamtej chwili zamarł.
22 letni student ekonomii wciąż nie został odnaleziony. Poszukiwania trwają, rodzina traci nadzieję. Czyżby i on padł ofiarą seryjnych morderstw?
Brzmiał nagłówek wypisany grubą, pochyłą czcionką. Mogło oczywiście chodzić o kogoś innego, ale zdjęcie przedstawiające czarno-białą fotografie nie mogło kłamać. To był ten sam chłopak, którego od czasu do czasu tutaj widywał.
Ze zdziwienia otworzył usta. Teraz już był pewien, że nie zwariował. Chociaż logika temu przeczyła, ale wolałby już chyba wylądować w domu wariatów.
Nagle zadrżał. Poczuł, że ktoś nad nim stoi. Bardzo powoli uniósł wzrok do góry, to był on.  Student z artykułu. Patrzył w drukowane litery z bardzo smutnym wyrazem twarzy. Wyglądał na tak załamanego jak jeszcze nikt, kogo widział do tej pory.
-Ty… ty nie żyjesz… - wyrwało mu się z gardła nim zdążył to powstrzymać. To było o wiele silniejsze od niego. Poczuł nagłą chęć uciec stąd.  Rzucić studia i już nigdy nie oglądać tej przeklętej uczelni.
Duch jedynie kiwnął głową, a potem ukucnął przy stoliku i położył ją na blacie. Nie przestawał przy tym patrzeć na Yaku wbijając w niego zimne jak stal, szare oczy.
-Dlaczego? Jak to się stało…?
Zjawa wskazała coś w tekście w tekście. Yaku powiódł wzrokiem za tym, co pokazywała. Było to imię Masamune.
-Tak masz na imię?
Przybysz uśmiechnął się jedynie po raz pierwszy odkąd zaczął go widywać. To chyba oznaczało, że tak. Jednak ten uśmiech o mało, co nie zwalił z nóg. Był tak piękny. Przypominał w tamtej chwili porcelanową lalkę, stojącą za witryną drogiego sklepu z antykami. Wyglądał niczym klejnot.
-Więc powiedz mi …. Jak to się stało?
Jednak on mu nie odpowiedział przyłożył sobie jedynie palec wskazujący do nadal uśmiechniętych ust, a potem tym samym palcem wskazał na tabliczkę z napisem: „Proszę zachować ciszę” następnie po prostu wstał i wyszedł.
Yaku znów wybiegł za nim, ale znów gdzieś zniknął. Wszystko już ułożyło mu się w jedną całość. To nie był ani ktoś z poza uczelni, ani ktoś, kto sobie z niego stroił żarty, To był ktoś, kto umarł dawno temu. Zakochał się w jego i oczach, w jego twarzy, zakochał się w kimś, kto nie żył od niespełna czterdziestu lat.
-Dlaczego ja!? – wydarł się nie wiadomo, do kogo. Miał szczęście, że o tak późnej porze było tu niewielu ludzi, którzy mogliby go zobaczyć i uznać najzwyklejszego w świecie wariata bez piątej klepki.
                Od tamtej pory zaczął wszystko dogłębniej analizować. Przeszukał w Internecie masę artykułów szukając tego wydarzenia i powiązanych z nią innych spraw. To, czego się dowiedział zmroziło mu krew w żyłach. Kilkadziesiąt lat temu znaleziono kilka ciał młodych studentów. Wszystkie z nich były w makabrycznym stanie. Tak jakby ktoś powycinał im narządy, sekcja zwłok wykazywała, że wycinane były im jeszcze za życia. Sprawcy nigdy nie ujęto, a wszystkich zaginionych z tamtego okresu nie odnaleziono. Ofiary miały jedną wspólną cechę, wszyscy chodzili do tej samej uczelni, do tej, do której i on teraz uczęszczał. Dlatego więc grono podejrzanych skupiło się właśnie na osobach z nią związanych, jednak sprawca był bardzo sprytny, o wiele sprytniejszy niż policja.
                Po dowiedzeniu się tego wszystkiego niemalże non stop chciało mu się wymiotować, co gorsza dotarł do makabrycznych zdjęć przedstawiających ofiary tego psychopaty. To było bardziej niż okropne. A najgorsze było to, że według tego co wywnioskował … Masamune był jedną z nieszczęsnych ofiar.
                Chcąc się dowiedzieć czegoś więcej, udał się do biblioteki tam gdzie odnalazł tamtą gazetę, a raczej została mu wskazana. Nie był zdziwiony gdy odnalazł więcej gazet z artykułami o podobnej treści. Przedstawiający postępy w śledztwie, zaginione ofiary, a również te odnalezione. Tak jakby ktoś starannie pielęgnował te wspomnienia. Myśl o tym kto mógłby to być go przerażała. Bo mógł być to jakiś wariat zafascynowany tamtymi wydarzeniami, całkiem niegroźny, ale mógł to być również sam sprawca. Jedno było pewne, teraz już nie mógł tego tak zostawić, chciał pomóc ująć tego, kto zrobił wszystkie te paskudne rzeczy. Wiedział, że musi iść na policję, ale teraz mu nie uwierzą. Musi znaleźć o wiele więcej dowodów, szczegółów. Po pierwsze musiał dotrzeć do kogoś kto robi te przedruki. Bał się, ale wiedział że musi, żeby się czegoś dowiedzieć.
                Wyszedł z biblioteki, rozglądając się nerwowo, teraz miał wrażenie, że ktoś go obserwuje. Nikogo nie widział.
                -Zostaw to… - usłyszał za sobą cichy szept. Ten szept był przerażony i naprawdę piękny.
                Odwrócił się i wystraszył, widząc swojego ukochanego ducha. Odstąpił krok do tyłu, ale nawet nie mrugnął lękając się, że wtedy zniknie.
                -Nie mieszaj się w to – mówił dalej
                -Powiedz mi, kto to zrobił. Pomogę go złapać – teraz po raz pierwszy chciał go dotknąć, nie wiedział tylko czy mu się to uda.
                -Nie. To niebezpieczne.
                -Muszę – wyciągnął do niego rękę i ku jego zdziwieniu, złapał go za ramie. Był zimny, nie raczej lodowaty.
                -Nie możesz. To zbyt niebezpieczne.
                -Więc, czemu? Czemu mi to wszystko pokazałeś? Nie chcesz żebym ci pomógł, złapał tego kto ci to zrobił? – przypomniał sobie wszystkie filmy w których to duch chciał aby ujęto jego zabójcę.
                -Nie. Zrobiłem to, dlatego, że mnie widzisz.
                -Pokazujesz mi się.
                Duch pokręcił głową.
                -Od czasu do czasu dla zabawy pokazuje się studentom, tobie też się pokazałem, ale raz. Potem sam już mnie widziałeś. Nie mam pojęcia dlaczego…
Yaku zaśmiał się teraz. Samo to, że rozmawiał z duchem było tak abstrakcyjne, że aż sam w to nie mógł uwierzyć, a nadmiar złego bardziej bał się powiedzieć tego, co do niego poczuł, niż samego faktu że stoi obok ducha. To było najgłupsza rzecz o jakiej słyszał. Ba! Sam w niej uczestniczył.
                -Może dlatego, że się w tobie zakochałem…
Otworzył usta w lekkim zdziwieniu. Ale zaraz powrócił do swojego normalnego obojętnego stanu.
                -Więc tym bardziej to zostaw – odparł w końcu.
                -Teraz tym bardziej nie mogę – przymknął oczy, a gdy już je otworzył zjawy nie było, a tam, gdzie jak myślał trzymał go za rękę, trzymał puste powietrze.
                -Ale przynajmniej nie zwariowałem.
                Od tamtej pory stał się prawdziwym odludkiem. Całe dnie spędzał przeglądając różne strony w Internecie i czytając stare artykuły, wypytywał ludzi, a oni już nie chcieli z nim rozmawiać. Wizja odnalezienia tego mordercy stała się jego manią. Powoli, niczym po nitce do kłębka czuł, że zbliża się do rozwikłania zagadki. Szukał ludzi, naocznych świadków, jakiś zapisków, czegokolwiek co mogłoby mu pomóc.
                Raz siedział na uczelnianym korytarzu, w jednej z dolnych kondygnacji. Znów zagłębiał się w lekturę. Uśmiechnął się. Przybycia …. Jakoś potrafił już wyczuć. Nawet nie był zdziwiony gdy podniósł wzrok a on siedział obok niego. Uśmiechnął się.
                -Hej…
                -Cześć – odpowiedział duch – Nadal się w to bawisz?
                -Nie potrafię inaczej.
                -Chciałem ci podziękować…
                -Za co? – jednak nim zdążył usłyszeć odpowiedź poczuł coś bardzo zimnego na swoich ustach, zimnego i lekko sztywnego. Wiedział aż za dobrze, że to pocałunek. Zdziwił się tym, że można całować się z duchem. To było dziwne i bardzo przyjemne doświadczenie.
                -Za wszystko – odparł.
 Yaku był pewien, że gdyby nie był duchem, to byłby teraz całkiem czerwony.
                -Nie ma za co – odparł, a wtedy jego ukochany duch po prostu zniknął.
                Teraz to dopiero był determinowany żeby mu pomóc. Wszystkie poszlaki kumulowały się za murami jego uczelni, tak jakby sprawca był silnie z nią związany. Dlatego zamiast interesować się całą historią tych zagadkowych morderstw skupił się na studiowaniu wszystkiego, co związane było z jego szkołą. Wiedział już o niej chyba wszystko. Bez wątpienia wygrałby jakąś olimpiadę na jej temat.
                Zauważył to przeglądając mapy budynku uczelni. Jedno martwe pole, a przecież doskonale wiedział, że powinno coś tam być. Według jego obliczeń to było małe pomieszczenie trzy na trzy i pół metra. Przeglądając starsze mapy wiedział, że kiedyś była tam pracownia, ale dziś tak jakby ktoś celowo zapomniał o tym miejscu znajdującym się w piwnicy. Musiał je sprawdzić. Gdy już niemal wszyscy opuścili szkołę, on wziął latarkę i rozpoczął swoje poszukiwania. Zszedł do piwnicy i rozłożył wydrukowaną mapę. Trochę mu zajęło, nim zorientował się gdzie to może być.
                -Nie idź tam!  - usłyszał za sobą rozpaczliwy krzyk …. Jednak gdy się rozglądał, nigdzie go nie widział. - Nie idź! Zostaw to!
                -Muszę! – odparł w niewiadomym kierunku.
                Przedzierając się przez gąszcz kartonów w końcu dotarł do tego miejsca. Drzwi, które nie były wymieniane od wieków. Jedynych, o których chyba wszyscy zapomnieli. Dotknął klamki i otworzył je cicho. Yaku przyświecił latarką wnętrze. Dostrzegł stoli i jakieś pudła. Błysnęło mu coś metalowego. Bez wahania wszedł do środka
                -Uciekaj! – znów usłyszał za sobą krzyk… i tym razem zauważył go obok siebie. Jednak było już za późno. Poczuł tępe uderzenie w tył głowy i chwilę potem zwalił się na podłogę.
                Ocknął się czując ogromny ból, niemalże wszędzie. Nic nie widział, może, dlatego że już nie miał oczu. Nie wiedział skąd, ale miał pewność, że jego oczodoły są całkiem puste, a z boku po policzkach i skroniach czuł już zasychającą krew. Każdy grymas twarzy go palił żywym ogniem.
Poczuł lodowatą dłoń na policzku zadrżał, to nie była dłoń sprawcy.
-Wszystko będzie dobrze… zaraz to się skończy. Wytrzymaj, jeszcze tylko chwilka – mówił głos, miało się wrażenie, że duch płacze mówiąc to. Czy duchy mogą płakać?
Yaku krzyczał i mdlał na zamianę. Krzyczał jednak do czasu, aż ktoś nie złapał go za język i wyrwał mu go. Zaczął krztusić się krwią. Ledwie oddychał. Wiedział że już wiele czasu mu nie  pozostało. Zdążył jeszcze wyczuć jak coś dosłownie rozrywa mu brzuch. Ogromny ból i chłód go uderzył. Tak jakby od środka. Nigdy wcześniej nie czuł tak ogromnych fali bólu, nie spodziewał się nawet że człowiek może odczuwać takie rzeczy tam w środku.  
Zjawa jednak nie kłamała, po kilkudziesięciu minutach cierpienia po prostu się wykrwawił. Jeszcze chwilę po tym jak jego serce przestało być, usłyszał chrapliwy obleśny głos.
-Już dawno nikt mnie tu nie odwiedzał – a potem okropny śmiech. Yaku znało dobrze ten głos. Nigdy by się nie spodziewał, że tego cholernego psychopatę, ma tuż pod nosem. Widywał go codziennie przychodząc do biblioteki. To do niego wypożyczał książki i artykuły. On mu też podsuwał wszystkie te, które związane były ze sprawą seryjnego mordercy. Dopiero teraz, gdy już było za późno zrozumiał, że wpadł w jego sidła.

Koniec...


Hmmm... Hmmm...
I co sądzicie?
Nie było seksów, końcówka, może co wrażliwszych zrazić, ale... mimo wszystko zniosę wszystkie niepochlebne komentarze, więc nie żałujcie sb...




Reakcja mojej bety na to opowiadanie