Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuroko no Basket. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuroko no Basket. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 grudnia 2015

Murasakibara x Akashi na Mikołajki

Witam Słodziaczki!
Wszystkiego najlepszego z okazji Mikołajek
Jak zwykle przygotowałam dla Was prezent
Tym razem króciutkie opowiadanie z serii KnB
Życzę przyjemnego dnia i zapraszam do czytania :)

W wyrazie uczuć
                Kuchnia wyglądała tragicznie. Brudne naczynia piętrzyły się w zmywarce i w zlewie. Mąka niczym śnieżnobiały zimowy puch przykrywał większość kafelkowej podłogi. Podobny los, co podłogę spotkał także kuchenne szafki, z tą różnicą, że tam była jeszcze rozchlapywana bladożółta masa, oraz wykwitły na niej czerwone jak krew plamy rozgniecionych truskawek. Zasłony i ściany także były w tragicznym stanie.
                Akashi krzątał się i uwijał, jak tylko mógł. Pomimo, że założył na siebie biały fartuszek, to i tak jego ubrania się pobrudziły. Białe mankiety koszuli były w tej chwili obklejone masą do ciasta i drobinkami czekolady. Jego włosy wcale nie miały się lepiej, w kosmyki grzywki wklejone były drobinki masy, która teraz już zaczęła zasychać, tworząc kruchą skorupę.
                Obrócił się i spojrzał nerwowo na zegarek. W pośpiechu wciągnął rękawice kuchenne i podbiegł szybko do piekarnika i wyciągnął zarumieniony na złocisty kolor biszkopt. Odstawił go delikatnie na blat i przyjrzał się mu. Odetchnął z ulgą, wyglądało na to, że tym razem mu się udało. Po licznych próbach i błędach, nareszcie udało mu się stworzyć coś, co wyglądało naprawdę dobrze, wręcz perfekcyjnie. Idealny kolor, harmonijnie przypieczony z każdej strony, równy kształt koła o pięknie zarysowanych krawędziach. Ciasto godne królów.
                Odstawił blachę, aby jej zawartość mogła w spokoju ostygnąć, a sam zajął się przygotowywaniem masy. Pysznej, słodkiej, kremowej, białej niczym śnieg, z dodatkiem czerwonych truskawek, które miały dodawać całości charakteru i były modnym dodatkiem do ciast i deserów w tym okresie. Sezonowe truskawki, są najlepsze na świecie!
                Udało mu się stworzyć masę, która miała idealna konsystencję, trzymała się sztywniutko jak przystało na takiej jakości wypiek. Owoce nie zapadały i nie topiły się w niej. Wręcz przeciwnie ślicznie się na niej prezentowały, niczym rubinowe klejnoty na białek koronie królowej śniegu. Akashi uśmiechnął się patrząc na swoje dzieło. W tej chwili był z siebie bardzo zadowolony. Nawet nie obchodziło go to, że narobił mnóstwo bałaganu i sam wygląda tak, jakby się od kilku dni nie mył. Był z siebie dumny, już dawno nie czuł się tak dobrze. Nawet z nietypową dla siebie radością do tego typu zajęć, wziął się za sprzątanie tego, co tutaj narobił. Gdy już wszystko zostało przywrócone do poprzedniego stanu, pobiegł się umyć i przebrać. Pędem zrzucił z siebie pobrudzone ubrania i cisnął je do kosza na brudną bieliznę. Szybko wskoczył pod prysznic, palcami wyczesał ze sklejonych włosów kawałki ciasta. W pośpiechu się wytarł i zaczął ubierać. Z szafki wygrzebał jedną ze swoich ulubionych zielonych koszul i założył ją na siebie.
Ledwie, co zdążył zapiąć ostatni guzik, gdy usłyszał szczęk klucza w drzwiach. Wyskoczył w jednej chwili do przedpokoju i stanął przed drzwiami.
-Witam! – z niezwykle szerokim uśmiechem na ustach powitał w domu Atsushiego.
-Cześć Aka-chin! Jak ci minął wolny dzień? – postąpił do przodu i ucałował Akasiego w policzek z głośnym „Mmm”
-Dobrze – miał ochotę podskakiwać z podniecenia. Powstrzymywał się, ale wymownego spojrzenia powstrzymać nie mógł.
-Coś się stało? – Murasakibara popatrzył na niego podejrzliwie – Jesteś jakiś taki…. Dziwnie podniecony – przekręcił głowę w bok, niczym szczeniaczek.
-Chodź. – wyciągnął w jego kierunku obie dłonie.
-Dokąd? – podał mu jedną rękę i od razu zaczął być gdzieś wiedziony.
-To dla ciebie.
Stanęli w kuchni, która teraz wyglądała tak, że nie było po niej nawet najmniejszego śladu poprzedniego bałaganu. Na stole, a dokładnie na samym jego środku stało piękne ciasto, a dookoła niego rozsypane były płatki kwiatów.
-Sam zrobiłem – powiedział znów Akashi dumny z siebie niczym paw.
-Aka-chin! Naprawdę!? Dziękuję! – Atsushi pisnął jak dziecko zasłaniając sobie usta dłonią. Potem uświadomił sobie, że wypada podziękować za tak wspaniały prezent i pocałował mocno swojego ukochanego – Jest wspaniały – szepnął nadal trzymając go z ramionach.
  -Cudownie, że ci się podoba – wtulił głowę w jego klatkę piersiową.
-A mogę spróbować? – w jego oku pojawił się nagły błysk.
-Oczywiście! – oderwał się i natychmiast przyniósł mu nóż, talerzyk i mały widelczyk.
Atsushi odebrał od niego wszystkie przedmioty i zabrał się za krojenie. Ukroił sobie ogromny kawałek i z zadowoleniem nałożył ogromny kawałek. Zaraz potem usiadł za stołem i skosztował.
-Smakuje? – Akashi przestępował z nogi na nogę, niecierpliwiąc się bardzo.
-Tak… jasne… - powiedział niezbyt przekonująco.
-Coś nie tak. Jest niedobrze, prawda? – zrobił ogromne, przerażone oczy.
-Ależ skąd… - pokręcił nerwowo głową i wziął kolejny kawałek do ust.
Nie dowierzając swojemu chłopakowi Seijuro ukroił sobie maleńki kawałek i momentalnie wrzucił sobie go do ust.
-Fuj! – wypluł na chusteczkę – Tego się nie da jeść! Atsushi, dlaczego nie powiedziałeś!? – rzucił się. Żeby zabrać talerz z ciastem.
-Nie jest takie złe! – zabrał mu naczynie tuż sprzed nosa i uniósł wysoko nad głowę.
-Oddaj! – podskoczył.
-Nie! Nawet tobie nie oddam! Dałeś mi, to moje!
-Ale to jest nie dobre. Tego się nie da jeść! Musiałem coś pomylić. Chyba dodałem sól zamiast cukru do biszkopta! Chcę to wyrzucić!
Zamiast próbować bezskutecznie dosięgnąć do talerza, który niezaprzeczalnie był poza jego zasięgiem, postanowił ściągnąć go na dół. W tym celu rzucił się Murasakibarze na szyję. Zaskoczony Atsushi, nie utrzymał równowagi i przewrócił się do tyłu, Akashi także się wywrócił i wylądował między jego nogami z głową na jego brzuchy, a niedobre ciasto, zwirowało w powietrzu, żeby następnie z głośnym „Pac” znaleźć się na głowie rudego. Ponownie kuchnia została zabrudzona.
Akashi, zdawać by się mogło, że jęknął, ale nie podnosił głowy z brzucha swojego chłopaka.
-Aka-chin! Nic ci się nie stało!? – nie na żarty przerażony Murasakibara na siłę podniósł mu głowę, i zaczął mu się bacznie przyglądać.
Seijuro nic nie odpowiedział, tylko broda mu się zatrzęsła i wybuchł cichym szlochem. Łzy już od dłuższego czasu płynęły po jego policzkach.
-Aka-chin! Boli cię coś? – zatroskany Atsushi, nadal się dopytywał, odklejając mu z włosów największe kawały.
-Nie! – wrzasnął odpowiedzi chowając znów twarz w ubraniach ukochanego – Nie wyszło mi! A chciałem, żeby było idealnie, chciałem ci dać w prezencie coś takiego... Ty zawsze robisz słodycze – Mówił niewyraźnie a jego ciałem wstrząsnął szloch – Ja też raz chciałem… Przepraszam, że nie wyszło… Chciałem tak dąć ci coś… z miłości…
-Nie szkodzi – wziął go za ramiona i odwiódł od siebie – Doceniam chęci – uśmiechnął się szeroko.
-Dlaczego nie powiedziałeś, że jest niedobre? – otarł sobie oczy, pogorszył jedynie sprawę, bo podlepiał sobie w rzęsy kawałki masy.
-Bo mój Aka-chin zrobił to dla mnie – uśmiechnął się szczerze i szeroko – Poza tym tylko biszkopt jest nie dobry, resztę da się zjeść – powiedział i zlizał masę z czubka nosa ukochanego – Pyszne! 
Murasakibara liczył, ze ten gest rozchmurzy jego chłopaka, ale ten jedynie zrobił taką, minę, po której było znać, że bardzo mocno powstrzymuje napływające do oczu łzy, jednak i to nie pomogło. Znów się rozpłakał i rzucił się w ramiona Atsushiego.
-Kocham cię! – krzyknął wtulając się w niego mocno.
-Ja ciebie też – ucałował go w skroń – Ale następnym razem to ja robię ciacha… - wyczesał z włosów Akashiego truskawkę i wrzucił ją sobie do ust.



Dziękuję za przeczytanie i Wesołego Jajka!

piątek, 19 czerwca 2015

Kasamatsu x Kise

Tak... wiem...
Nie bijcie...
Wiem, że Was zaniedbuje... ale to wszystko przez moją pracę... no i przez HikaKao, które stoi w miejscu i nie mogę go ruszyć do przodu choć próbuje, ale jakoś nie mogę tego pisać (chociaż co ciekawsze zakończenie już jest dawno napisane!) Ale wybaczcie, ale coś mnie blokuje w pisaniu tego.
A co do innych opowiadań... Mam skończonych parę one-shotów, tylko czekam na odpowiednie momenty, żeby je dodać (no i cholera jasna nie chcę cały czas pisać teraz o Haikyuu! he he he... A mam na tą serie straszna jazdę)
No i oczywiście mam w zanadrzu jedno autorskie opowiadanie, ale chce je jeszcze przed publikację "podrasować"

Koniec smęcenia, znaczy, żeby nie było, że tak o Was w ogóle nie myślę, to łapcie, takie króciutkie (no i że jedna osóbka się o to opowiadanko dopominała - pozdro dla Meg) o KasaKise....




„Ukołysany”
Wracali zmęczeni po meczu, Kise siedział od okna, patrzył w dal, a jego sempai, tuż obok niego czytał książkę. W pewnym momencie blondyna zaczęło ogarniać zmęczenie, rozbolała go też głowa, spojrzał ukrytkiem na kolegę, a potem rozwalił się na siedzeniu, przymknął oczy i przycisnął sobie dłoń do czoła.
Kasamatsu nie omieszkał nie zauważyć tego stanu, bacznie mu się przyglądał, próbując zrozumieć, co się teraz może z nim dziać.
-Kise, dobrze się czujesz? – zapytał w końcu.
-Przepraszam sempai, zaraz mi przejdzie. Nie musisz się martwic... – westchnął.
Łatwo mu było powiedzieć, żeby się nie martwił, ale jak ktoś może się nie martwic o kogoś, kogo kocha? Kasamatsu wyciągnął rękę i położył ją na czole ukochanego, z przykrością stwierdził, że ma podwyższona temperaturę.
Ryota otworzył lekko oczy, były lekko zaszklone, kolejny dowód na to, ze jest chory.
-Masz gorączkę – powiedział brunet odrywając rękę.
-To nic takiego, przejdzie...
-Ech, jak to nic takiego, pewnie ostatnio spociłeś się na treningu, a potem cie zawiało...
-Nie mnie wiń, tylko trenera – opadł głową na ramie starszego – Sempai, mogę tak na chwile?
-Y... Jasne…
Nie powinien tego robić, nie powinien się do niego przytulać, nie zdawał sobie sprawy jak przez to czuł się jego przyjaciel, jak był za razem szczęśliwy i smutny. Szczęśliwy, że jest tak, blisko ale smutny, dlatego, ze nie może nigdy liczyć na nic więcej.
Nie minęło dużo czasu a Kise zasnął. Spał słodko, ukołysany przez warkot silnika. Ufnie oddając swoje bezpieczeństwo w ręce przyjaciela. W tej właśnie chwili nic mu nie mogło zagrażać i choćby walił się świat, ginęły narody, a morza wystąpiły z brzegów, to on był bezpieczny, bo czuwał nad nim Yukiyo i chociażby działo się naprawdę źle, on niedbały nikomu go skrzywdzić. Ponieważ jest jego najcenniejszym skarbem, który musi chronić nawet za cenę własnego życia. Tak wielka była jego miłość, a jednocześnie tak niedoceniana i milcząca…
KONIEC
Ne... Ne... Ne...
I jak mi wyszło?
Wiem, że ostatnio piszę lekko smutnawe rzeczy, ale nic na to nie poradzę, że taki nastrój automatycznie wkrada się do moich opowiadań, zwyczajnie dobrze czuję się w takim stylu...
Nie miejcie mi tego za złe... :)

środa, 22 kwietnia 2015

Murasakibara x Akashi



Myszki Moje Kochane!
Jako, że mam dziś urodziny (tak Dzień Ziemi, to moje urodziny), i z racji tego, że ostatnio Was zaniedbuję, to przygotowałam takie oto króciutkie opowiadanie i dla mnie i dla Was coś miłego :P

Zapraszam do czytania:


Słodkie jak czekolada

                Akashi Seijuro nie był miłośnikiem słodyczy. Dla niego mogły one nie istnieć. Żadne chipsy, babeczki ani ciastka wcale go nie ciągnęły. Poza jednym jedynym rarytasem – czekoladą. Wprost ją uwielbiał. Nie znaczyło to wcale, że jadł ją na potęgę i tyle ile zmieścił. Lubił dobre czekolady, te z najwyższych półek i o różnych smakach. Nawet gorzka mu smakowała. Od czasu do czasu z przyjemnością zjadał kawałek tego kakaowego cudu.
                Poprzedniego dnia dostał od swojego ojca pudełko, wyśmienitych belgijskich czekoladek. Jedne z tych, które uwielbiał najbardziej. Właśnie to małe pudełeczko z kawałeczkiem nieba w środku czekało na niego w jego mieszkaniu. Zamierzał wrócić do siebie po pracy i delektować się nim wraz ze szklaneczką znakomitej brandy i dobrą książką.
                Tylko, że godziny w pracy dłużyły mu się w nieskończoność. Spotkanie za spotkaniem, a wskazówki zegara zdawały się tak wolno posuwać. Przez chwile już myślał, że utknął w jakiejś pułapce czasu. Dopiero, gdy wybiła siedemnasta, odetchnął z ulgą. Zebrał wszystkie swoje rzeczy, oświadczył wszem i wobec, że dzisiejszego dnia nie ma najmniejszego zamiaru zostawać po godzinach i wyszedł.
                Naprawdę miał ochotę na te czekoladki. Na ta słodycz rozpływającą się jego ustach. Tylko z tą myślą wracał do domu.
Jednak, gdy otworzył drzwi swojego mieszkania zrozumiał, że nie jest sam. Przy wejściu stała para butów w bardzo dużym rozmiarze, a z salonu dobiegało ciche pochrapywanie. Poszedł tam bardzo cichutko, gdy zdjął płaszcz i swoje buty. Na kanapie zobaczył słodko drzemiącego Murasakibarę – jego kochanka, partnera, chłopaka, ukochanego, jednak nazwa nie miała dla nich znaczenia, a obok tego śpiącego olbrzyma, na małym szklanym stoliczku leżało puste opakowanie po belgijskich czekoladkach.
Murasakibara był strasznym łakomczuchem. Zjadał wszystko, na co tylko miał ochotę, ciasteczka, ciasta, chipsy, czekoladki, wszystkie przekąski, nie ważne co, jeśli tylko miał to w zasięgu pochłonął to od razu. Z belgijskimi czekoladkami nie było inaczej.
Czy Akashi był zły? Ani trochę.
Usiadł spokojnie obok swojego ukochanego i przeczesał mu włosy palcami.
Atsushi otworzył oczy i uśmiechnął się szeroko.
-Aka-chin… czekałem na ciebie. – Powiedział leniwie kładąc rękę na kolanie rudego mężczyzny.
-Właśnie widzę – zaśmiał się cichutko.
-Wróciłem wcześniej niż myślałem – ziewnął.
-Witaj w domu. – Pocałował go w czoło.
                -Przepraszam, zjadłem te czekoladki. Chyba się nie gniewasz? – Spojrzał na niego potulnie.
                -No, co ty? – Potrząsnął głową.
                -Ale były takie dobre. Zostawiłem ci jedną. – Usiadł i sięgnął do pudełka.
                -Zjedz ją. Skoro tak bardzo ci smakują.
                -Ale były twoje!
                -Atsushi… ja i tak przecież nie lubię czekolady – skłamał, nawet nie mrugając okiem.
                -Jak dobrze, że nie lubisz czekolady! – Wrzucił sobie energicznie ostatnią czekoladę do ust. – Wtedy ja mogę zjeść ich więcej. – Dokończył wypowiedz bardzo niewyraźnie.
                -Widzisz jak się dobraliśmy.
                -Nom. Bardzo się za tobą stęskniłem.
                Murasakibara chwycił Akashiego, za ramiona i zaciągnął na kanapę, tam gdzie sam przed chwilą leżał, przykrył go swoim ciałem i namiętnie pocałował. Słodki smak, jaki miał na języku przeszedł teraz do drugich ust. Czekoladki rzeczywiście były wyśmienite. Najlepsze na świecie. Nieopisane.
                To prawda, że Akashi Seijuro kochał czekoladę, ale był ktoś, kogo kochał znacznie bardziej, kogo uważał za o wiele słodszego niż wszystkie czekoladki świata.
                -Kocham cię – szepnął zarzucając Murasakibarze ręce na szyję i przyciskając się do niego.


I jak? Ujdzie taki prezencik?