niedziela, 24 grudnia 2017

KiriBaku/TodoDeku

WITAM!
Mamy świeta, więc przychodze z kolejnym podarkiem dla Was!
Mam nadzieję, ze lubicie Bkoku no Hero Academia? bo ta seria zawładnęła moim serduszkiem! 

Podwójna randka

Padał śnieg.
-Głupi Deku – Katsuki kopnął zaspę śniegu, niestety nie przyniosło to takiego efektu jak zamierzał i biały puch się tylko rozsypał, zamiast runąć – Głupi!
-Co on ci znowu zrobił? – Kirishima położył mu łagodnie dłoń na ramieniu i uśmiechnął się do niego rozbrajająco.
-Bo on…. I ten głupi biało-czerwony idą na randkę na gwiazdkę i cały czas o tym gadają. Wkurza mnie to! – aż się zjeżył.
-I? Co ci w tym przeszkadza? – przesunął dłoń po jego ramieniu, aż do jego dłoni i ją ujął.
-Po prostu – burknął wzruszając ramionami.
-Myślałem, że już ci przeszło. No wiesz… - Eijirou wzruszyła ramionami jakby mówił o czymś oczywistym dla całego świata.
-Nie jestem! Zrozumiano idioto! – Katsuki na szczęście, lub nieszczęście zrozumiał ten niejasny przekaz i zaczął go uderzać po głowie, fortunnie Kirishima miał całkiem twardą głowę – Nie jestem zazdrosny! Wybije ci to z tego tępego łba! Ani teraz! Ani nigdy! Jasne.
-Jasne, jasne! Uspokój się Bakugou – złapał go za ręce – spokojnie.
Blondyn tylko warknął groźnie pokazując zęby.
Kirishima nie do końca sam siebie rozumiał i to dlaczego właśnie taki widok, był dla niego najsłodszym i najbardziej urokliwym widokiem na świecie. Po prostu przyjął ten fakt do wiadomości i przyciągnął blondyna do siebie, żeby złożyć na jego chłodnych od zimowego powietrza, wargach.
-No dobrze, już dobrze, też cię zabiorę na randkę, tylko już nie rób takiej miny, bo mi się serce kraja.

***
Tego dnia świąteczny nastrój był aż przesadzony. Wszędzie było mnóstwo ozdób, śpiewano kolędy a głośne „Ho hoho!” rozchodziło się niemal wszędzie.
Bakugou i Kirishima szli sobie grzecznie za ręce pomiędzy różnymi kawiarniami, szukając jakiegokolwiek miejsca, gdzie mogliby choć na chwile przysiąść.
Niestety, jak na złość wszystko w centrum handlowym było zajęte. Jakby każdy, absolutnie każdy postanowił akurat o tej godzinie wypić kawę i zjeść ciastko. Nigdzie nie było wolnego stolika.
-No zaraz mnie coś trafi! – warknął Katsuki, któremu to wszystko mocno nadszarpnęło nerwy.
-Spokojnie… zaraz coś… 
Nie miał okazji dokończyć, bo zobaczył uśmiechniętego Midoriye, który zaczął do nich machać.
Zerknął na Bakugou, któremu na pewno się to nie spodoba, więc zamierzał już chwycić go za rękę i poprowadzić jak najdalej stąd. Tym bardziej, że obok Deku był jego dwukolorowy chłopak. A tej pary blondyn wybitnie nie trawił. Jednak ku zdziwieniu wszystkich Katsuki ruszył w tamtą stronę ciągnąc za sobą zdezorientowanego Eijirou.
-Kat-chan! Kirisima-kun! – pisnął Izuku, gdy się do nich zbliżyli – Wy też tutaj! Jak fajnie!
-Tak… właśnie szukamy miejsca…  - zaczął czerwonowłosy.
-Ciężko teraz jest coś znaleźć… -  westchnął - może przysiądziecie się do nas! – zaproponował bez jak na niego… długiego przemyślenia.
-Niech będzie – warknął odruchowo Bakugou siadając na ławeczce po drugiej stronie Midorii i Todorokiego, od razu obrzucając tego drugiego morderczym spojrzeniem.
-To… miłe – wtrącił Eijirou siadając przezornie obok swojego chłopaka i choć odrobinę odgradzając go od reszty.
-Nic takiego. Po prostu jest tak tłoczno, że wątpię, żebyście znaleźli jakieś miejsce szybko. Nam się udało, bo zarezerwowałem stolik - odpowiedział Shouto kładąc rękę na ramieniu Izuku i leciutko go do siebie przygarnął, co wywołało lekki rumieniec na piegowatych policzkach. 
-Tym bardziej dziękujemy za pomoc. 
-Tak, na dworze jest zimno, lepiej siedzieć tutaj i się czegoś napić. Ja strasznie zmarzłem... - mówił Deku chcąc podtrzymać rozmowę. 
-Zimno ci? - od razu młody Todoroki to podłapał i otulił go bardziej. 
-Tak... Najbardziej zimne mam ręce. 
-Daj... - powiedział biorąc jego dłonie w swoje i zaczął na nie chuchać.
W tamtej chwili Kirishima był pewien, że jego chłopak puści pawia, w dodatku Bakugou wywrócił oczyma, w taki sposób, że niemal wszyscy to słyszeli.
-Też zmarzłem... Ale nie robię z tego dramatu - mruknął pod nosem, a jego noga zaczęła niebezpiecznie drgać. 
-Bakugou... Dlaczego nic nie mówiłeś - mruknął czerwonowłosy i zdjął swoją bluzę, żeby założyć ją na ramiona blondyna - proszę. Mi jest zawsze ciepło - uśmiechnął się. 
A Katsuki patrzył na niego przez chwilę ogromnymi, zdziwionymi oczyma. Nawet otworzył usta i jak wszystkim się wydawało, zaraz wydobędzie się nich jakąś niemiła wiązanka, ale nie... 
-Dzięki - mruknął otulając się szczelniej.
-Nie ma za co… - także objął go ramieniem i delikatnie pocałował w policzek.
-Kat-chan, wyglądasz na szczęśliwego – kontynuował Deku, zupełnie nie zdając sobie sprawy jak jego paplanina denerwuje rozmówcę.
-Nic ci do tego… - odburknął ciągle tkwiąc w ramionach Eijirou.
-No tak… tak… Może w końcu coś zamówimy? – Powiedział dostrzegając kątem oka czekającego na przyjęcie zamówienia kelnera, wziął menu i zaczął czytać – Mam ochotę na ciastko truskawkowo-śmietankowe… i Shake.. truskawkowy - spojrzał na Todorokiego i leciutko się uśmiechnął.
-Zobaczę co jest – Eijirou sięgnął po menu i pierwsze co zrobił, to podetknął  je pod nos blondynowi – Na co masz ochotę? Może serniczek? Albo czekoladowe?
-Może być z czekoladą – burknął tylko patrząc morderczo na to jak Todoroki szepcze coś Midorii na ucho.
-A do tego? Kawa, herbata? Mają czekoladę z chili… - powiedział słodkim, zachęcającym tonem. I stało się dokładnie to, czego się spodziewał. Bakugou na sam dźwięk słowa chili się ożywił.
-To chcę… - powiedział nagle z zainteresowaniem zerkając na menu.
-To dla mnie kawa i też ciastko czekoladowe… Todoroki, jeszcze nie wybrałeś.
-Dla mnie sernik… - zamyślił się – z rodzynkami. Mój ojciec nie znosi rodzynek… - mruknął – I zieloną herbatę.
Kelner przyjął zamówienie i chłopcy spojrzeli po sobie.
Przez chwilę panowała jedna z tych dziwnych i nieznośnych ciszy. Nagle Todoroki zaczął się przyglądać nowoprzybyłej dwójce, zmrużył oczy i przechylił głowę na bok.
-Wy dwaj? Długo jesteście razem? – zapytał od niechcenia.
-Od czterech miesięcy… - mruknął Bakugou, zanim nawet jego druga połówka zdążyła otworzyć usta.
-Oficjalnie – dodał Kirishima – bo spotykać się zaczęliśmy dużo wcześniej.
-My jesteśmy razem dłużej! – powiedział wesoło Midoriya i z ogromnym uczuciem w szmaragdowych oczach, spojrzał na Shouto.
-Wiem… - odburknął blondyn, ale poszło to wszystkim mimo uszu. Na szczęście przybył kelner, żeby wszystkim dać zamówienie. Gdy odszedł, wszyscy rzucili się na napoje i ciasta.
-Midoriya… Jesteś pewien, że powinieneś pić coś zimnego? Na dworze jest chłodno, jeśli się rozchorujesz… - powiedział jego chłopak z nieudawaną troską w głosie.
-Nic mi nie będzie… posiedzimy tutaj chyba wystarczająco długo, prawda? – uniósł na niego słodkie jak wata cukrowa oczęta.
-Tak… masz rację – odetchnął uśmiechając się do niego błogo.
-Więc nie masz się czym przejmować!  - wziął shake i oparł się o ramię Shouto, czym zupełnie rozczulił wszystkich poza Bakugou. Którego noga znowu zaczęła niebezpiecznie drgać.
-Jak nie mogę się przejmować? Tobą się zawsze przejmuje…  - położył rękę na jego brzuchu i nachylił się, żeby dać mu czułego całusa.
Tego już było za wiele, może nie zachowywali się najgłośniej, nie zwracali tez na siebie zbytniej uwagi i pośród wszystkich migdalących się par nie robili nic nienaturalnego, to dla Katsukiego to właśnie było za wiele. Wywrócił oczyma i gdyby nie szybka interwencja Kirishimy, który chwycił jego nogę w pół drogi do stolika, pewnie wszystko by wywrócił.
-Czy my wam kurwa nie przeszkadzam!? – wrzasnął na nich zaczynając aż puszczać maleńkie iskierki z palców.
Oni nie zwracali na siebie większej uwagi, blondyn wprost przeciwnie. Na raz wszystkie oczy w kawiarni zwróciły się na nich i pewnie gdyby nie mina Bakugou, która mówiła, że wszystkich, absolutnie wszystkich bez wyjątku jest w stanie tu i teraz zabić, zapewne ktoś zwrócił by im uwagę.
-Skarbie… Czekoladka… proszę – Kirishima zupełnie się niczym nie przejmując podsunął mu pod nos gorący napój- I to nie wszystko – wyciągnął coś ze swojego plecaka. Proszę, to dla ciebie - Blondynowi aż się oczka zaświeciły, każdy lubi prezenty. Spojrzał w czerwone oczy swojego chłopaka i przyjął podarek – Wszystkiego najlepszego – powiedział słodko i dał mu równie słodkiego buziaka.
-Dzięki… - odpowiedział zdezorientowany Katsuki i odpakował . W środku był pluszak, uroczy psiak z wywieszonym różowym języczkiem. Słodki aż do zemdlenia – Naprawdę dziękuję.
To nic, że prezent był zupełnie niemęski, widać było, że blondynowi bardzo się spodobał. Rozejrzał się dookoła i korzystając, że tylko Kirishima na niego patrzy, przytulił maskotkę do ramienia. To było zaskakujące jak łatwo udało mu się go uspokoić
Korzystając z okazji, Midoriya i Todoroki również w tamtej chwili wymienili się podarkami.
Deku z zadowoleniem i błyskiem w oku ściskał w dłoniach drogą figurkę AllMighta, a jego ukochany z uśmiechem patrzył na album z ich wspólnymi zdjęciami i każde z nich uważnie lustrował.  Nagle ta dwójka spojrzała na siebie i rzucili się sobie w ramiona, tak bardzo, że w jednym momencie, ale tylko na chwilę Izuku znalazł się na kolanach Shouto. Jednak bardzo szybko obaj uznali, ze to nie na miejscu i odsunęli się od siebie na bezpieczną odległość.
-Kirishima-kun! – powiedział wesoło Deku – Masz niesamowicie dobry wpływ na Kat-chana
-Oh to… nic takiego… - machnął ręką.
-Nie naprawdę! Pamiętam go z dzieciństwa… jak chodził beztrosko uśmiechnięty, teraz znów się tak uśmiecha!
-N-Naprawdę!? – aż podskoczył – A jaki on był? – przysunął się w stronę Izuku.
-Trochę taki jak teraz… zawsze wszystko potrafił. Najszybciej czytał… na w-fie też by po prostu super. Dobre się uczył, ładnie rysował – wymieniał a z każdym kolejnym słowem Kirishima zdawał się być tym wszystkim coraz bardziej podjadany – Kat-chan był naprawdę super… - zakończył z jakimś dziwnym uśmiechem zadowolenia.
Todoroki gwałtownie tylko założył nogę na nogę. Jemu sposób w jaki mówił o Bakugou JEGO chłopak, jakoś mu się nie podobał. W dodatku to, że znali się od tak dawna mocno go irytowało.
-No… to miło, że chociaż on miał szczęśliwe dzieciństwo – powiedział z przekąsem, robiąc kwaśną minę.
-To-Todoroki-kun… Co się stało?  - szepnął Izuku, niezdarnie odkładając figurkę na bok, nawet ona był w tamtej chwili mniej ważna.
-Nic… tylko… - zerknął na Bakugou. Nie lubił go, z wzajemnością.
-Zrobiłem coś, źle…? Przepraszam… - popatrzył na niego maślanymi oczyma, takim wzrokiem, za który po prostu się nie można gniewać.
Już od dawna było wiadomo, że skute lodem serce Shouto, zupełnie się topiło przy Deku. Odetchnął tylko i pogłaskał go po policzku. Ale Munę miał dalej, pełną smutku.
-Nie kochanie…  - powiedział patrząc w lśniące malachitowe oczy Izuku- Presadziłem… - przytulił go.
Bakugou po raz tysięczny wywrócił oczyma, następnie warknął a na koniec wstał.
-My już idziemy – rzucił rozkaz do Kirishimy i się odwrócił.
-Tak szybko?
-Tak…

***
Bakugou stanął na szczycie schodów prowadzących do jego mieszkania i spojrzał z góry, jak Eijirou do niego podchodzi, ale staje stopień niżej.
-Dziękuję, było dziś naprawdę miło… - czerwonowłosy się uśmiechnął pokazując ten swój koszmar każdego ortodonty.
-Kłamiesz… - wydukał blondyn wyciągając rękę i zaczynając się bawić suwakiem od kurtki Kirishimy. Wzrokiem usiekł gdzieś zupełnie indziej, a myślami wydawało się, że nawet na inną planetę.
-Dlaczego tak mówisz? Naprawdę było mi mi…
-Nie jestem najlepszym chłopakiem… Wkurza mnie to!
W odpowiedzi najpierw się zaśmiał, a potem chwycił za jego rękę.
-Jesteś najlepszym! Nie chcę żadnego innego! Przecież wiesz!
-Jesteś dziwny…. Naprawdę dziwny – odwrócił się, ale nie miał najmniejszego zamiaru odejść, a przynajmniej nie bez niego. Zacisnął  mocniej palce na jego dłoni i pociągnął go do wnętrza swojego domu.
Eijirou, nawet nie zamierzał pytać, ani protestować. Zwyczajnie bał się, że jeśli się odezwie, to coś pryśnie. Wykonywał bezwiednie jego polecenia takie jak: „zdejmij buty, kurtkę”, „chodź”. A gdy już znaleźli się w pokoju blondyna, ten bez cienia zawstydzenia i zawahania pchnął go na łóżko, a sam, po iście królewsku zasiadł na jego biodrach, a potem zamarł i założył ręce na piersi.
-Wow… - wydusił z siebie jedynie czerwonowłosy, cały czas bacznie lustrując wzrokiem ten wieczny kłębek negatywnych emocji, który miał minę jakby chciał o czymś teraz, bardzo poważnie porozmawiać.
Sygnały były nieco sprzeczne.
-Lubisz mnie, prawda? – zaczął blondyn nie ruszając się ani o milimetr.
-Przecież wiesz, że świata poza tobą nie widzę – wyjaśnił uśmiechając się do niego szczerze. Tylko on potrafił w uśmiechu wyrazić tak wiele.
-Ja… też cię trochę lubię… - bąknął.
To może i nie była najlepsza rzecz, jaką mógł usłyszeć od kogoś, za kim szaleje do granic możliwości, ale narzekać nie zamierzał. Wręcz przeciwnie, korzystał z tego co dają. Wyciągnął ręce i położył je na policzkach swojego chłopaka.
-Cieszy mnie to… - przyciągnął go i pocałował.
-Nie dałem ci jeszcze prezentu - warknął.
-Oh, więc jest gdzieś tutaj? – puścił go i zaczął się rozglądać po pokoju, ale nawet gdyby chciał  coś dostrzec, to w tym istnym chaosie po prostu nie był by w stanie. Mnóstwo ubrań, resztki jedzenia, puste opakowania po napojach i przekąskach. W duchu westchnął, ale właśnie takiego Bakugou lubił.
-Tak – odpowiedział i natychmiast przykuł uwagę Kirishimy zdejmując z siebie koszulkę.
Czerwonowłosy należał zwykle do osób wygadanych, nie miał problemu, żeby coś paplać, czy nawiązywać kontakt, ale w tamtej chwili dosłownie odebrało mu głos. O rozumie już nawet nie wspominając, bo ten wyraźnie w tamtej chwili postanowił zrobić sobie wakacje. Zupełnie instynktownie dotknął jego torsu. Dopiero po chwili pomyślał, że dobrze było by zapytać, czy może, ale było już za późno. Poza tym Bakugou nie wyglądał na niezadowolonego z takiego obrotu spraw. Żeby tego było mało, sam z siebie pochylił się nad swoim chłopakiem i zaczął go całować, ale bardziej prawdziwe było to, że on gryzł wargi nastolatka, boleśnie i bardzo podniecająco.
Po chwili takich dość brutalnych pieszczot Katsuki wziął dłonie swojego chłopaka i przyłożył znowu do swojej klatki piersiowej poczym przesunął te ręce w dół przez brzuch aż do miejsca gdzie zaczyna się pasek.
Eijirou aż wziął głęboki wdech i zagryzł wargę, jakby już była za mało zmaltretowana.
-Bakugou… Kochanie… nie wiem do czego zmierzasz, ale jeśli do tego o czym myślę, to nie jestem przygotowany… nie kupiłem nic i…
-Jakbym na ciebie tylko liczył, to nigdy bym się nie doczekał – warknął marszcząc nos, jak zwykle podirytowany wszystkim i sięgnął do szafki, z której wyciągnął tubkę jakiegoś żelu – W tym związku to ja myślę – dokończył wtykając mu opakowanie w dłoń.
-Jesteś tego pewien? Nie będziesz żałował? – zacisnął wniemal żelaznym uścisku jego biodro.
Bakugou aż syknął.
-Jesteś moim chłopakiem, niby czego mam żałować? – jego ciało naprężyło się zmysłowo, gdy wziął porządny, głęboki wdech, a potem głośno wypuścił powietrze.
-No dobra… - uśmiechnął się podnosząc na jednym łokciu i zaczynając całować jego szyję oraz barki – Nie będziesz żałował… Twoich rodziców nie ma?
-Wrócą późnym wieczorem, mamy jeszcze trochę czasu – mruknął przymykając oczy i odchylając głowę na bok, żeby dać mu się swobodniej pieścić.
-Oooodjazd – szepnął Eijirou  znacząc bark blondyna pierwszą malinką – wow wyszło mi!
-Nie rób tak! – Bakugou odwdzięczył się uderzając go pięścią w głowę – Będą ślady. Głupio będę wyglądać! – warknął niezwykle złowieszczo.
-No dobrze… przepraszam. Od teraz będę tylko całować – powiedział słodko i chwycił go za ramiona, żeby przewrócić go na plecy i w jednej chwili znaleźć się nad nim. Uśmiech mu nie schodził z twarzy – jesteś super seksowny. Wiesz? – to oczywiście było pytanie całkiem retoryczne. Z resztą nie pozwolił mu odpowiedzieć, bo wtopił się dosłownie w jego usta i szaleńczo badał językiem jego język.
Bakugou nie pozostawał zupełnie bierny na te doznania, sam zachłannie wsunął dłonie pod koszulkę drugiego nastolatka i gwałtownie uniósł ją do góry, dając wyraźnie znak, że i ona i bluza nie są teraz pożądane. Eijirou, zrozumiał i zaczął mu pomagać w tej czynności, odpowiednio ustawiając ręce. Ale całowania nie chciał przerywać i jeżeli już to robił, to tylko na chwilę i zaraz ponownie wracał do tego, co w tamtej chwili kochał robić najbardziej. Po chwil jednak nie tylko ich usta się dotykały, ich nagie torsy zaczęły się o siebie z namiętnością ocierać, a oddechy znacznie przyspieszyły, dając znać, że oboje są podnieceni i zupełnie zaślepieni sobą nawzajem.
-Gorąco… - szepnął Katsuki, na którego twarzy teraz znajdował się delikatny rumieniec. Coś takiego nie zdarzało się często.
-Zaraz ci pomogę – odpowiedział mu i zaczął sunąć gorącymi pocałunkami wzdłuż jego szyi, potem torsu, brzucha, za każdym pocałunkiem zostawiając lekko mokry ślad na skórze chłopaka, a gdy znalazł się już nisko, trochę z ociągania rozpiął jego rozporek, chcąc się najzwyczajniej w świecie delektować tą chwilą. Wybrzuszenie w spodniach bardzo mu się podobało i myśl co to takiego jest powodowała dreszcze.
-No rusz się – warkną blondyn unosząc swój zgrabny tyłek, żeby ułatwić mu zadanie. Opadł dopiero wtedy gdy został pozbawiony również bielizny.
-Urocze – powiedział uśmiechnięty Eijirou unosząc jego nogę i całując w łydkę. Wzrokiem wskazywał na skarpetkę z renifery.
-Zamknij się – zamachnął się, żeby go kopnąć, ale czerwono włosy zrobi zgrabny unik i odsunął się na tyle, żeby ściągnąć także swoją resztkę ubrań.
Bakugou także wykorzystał ten czas, aby włączyć swoją ulubioną składankę, na której znajdowały się utwory klasyki rocka, takie jak AC/DC, Pink Floyd, Led Zeppelin, Nirvana a także kilka utworów Red Hot Chili Peppers ,ale znalazła się tam nawet Amy Winehouse i kilku innych nie rockowych artystów.
Pierwsze dźwięki od razu pobudziły chłopaków i jakby pasując do nich, zgrały się z ich ruchami.
Obaj uklękli na łóżku i jak na zawołanie przywarli do siebie swoimi nagimi ciałami zupełnie oderwani od rzeczywistości.
-Gorąco… - westchnął Bakugou znowu zaczynając się znęcać nad ustami swojego chłopaka, a swoimi dłońmi trzymał jego głowę, nie dając mu uciec nawet na milimetr.
-Teraz już nic nie poradzę… - sapnął błądząc obłędnie rękoma po jego nagich plecach i pośladkach. Z zadowoleniem przemierzał ścieżkę wzdłuż jego kręgosłupa w dół.
-Beznadzieja… - uniósł wyżej jedną nogę, żeby dać mu lepszy dostęp do tamtego miejsca, a czując dodatkowo jego wargi na swojej szyi aż cały zadrżał i głowę odchylił do tyłu.
-W porządku? – zapytał nagle się zatrzymując.
-Tak. Jest zajebiście, nie przestawaj! – warknął chwytając go mocno i przewracając na siebie.
Obaj nie przejęli się nawet tym, że jego głowa nie trafiła na łóżko, tylko zwisała poza nim. Ważniejsze było raczej to, że Eijirou zaczął znowu sunąć dłońmi i ustami po jego ciele, zostawiając mokre ścieżki.
Kirishima z zadowoleniem zaczął głaskać i drapać wewnętrzną stronę ud drugiego chłopaka, a im bliżej ustami znajdował sie jego męskości z tym większą satysfakcją obserwował delikatne drgania mięśni. Wiedział, ze to tylko kwestia czasu nim Bakugou znowu go ponagli, dlatego tym razem nie zamierzał czekać. Zerknął na nabrzmiałą od intensywnych pieszczot reszty ciała, męskość blondyna i z zaciekawieniem najpierw ją polizał.
-Kurwa! – wrzasnął Katsuki, łapiąc się za głowę – zrób to jeszcze raz.
-Z przyjemnością – powiedział pokazując swoje ostro ząbki w szczerym uśmiechu, ale za moment zniknęły one gdy wziął coś do ust.
Bakugou zrobiło się jeszcze bardziej gorąco. Zupełnie nowe doznanie pobudzało niesamowicie. Oddychał ciężko, i mówił coś pod nosem, były to oczywiście dość wulgarne… pochwały na temat umiejętności czerwonowłosego. Padło nawet pytanie „Gdzieś ty się tego nauczył”, ale odpowiedział mu na nie jedynie muzyka, bo chłopak był zbyt zajęty lizaniem główki penisa i powolną zabawą swoim przyrodzeniem.
-Chcę cie już… - warknął blondyn podsuwając mu w którymś momencie pod nos tubkę żelu.
Kirishima bez słowa ją przyjął i nalał na swoje palce zawartość, nie przejmował się tym, że różnica temperatury pomiędzy tą mazią, a ich rozgrzanymi ciałami była znacząca, rozłożył szerzej nogi drugiego nastolatka i nasmarował jego dziurkę. Z zadowoleniem zerknął na to miejsce i się uśmiechnął po raz kolejny, ale po chwili otrzymał też solidny cios w czubek głowy.
-Nie patrz tylko bierz się do roboty – warknął Katsuki.
-Wybacz – zaśmiał się i jednocześnie znów wziął jego męskość do swoich ust, uważając, żeby nie zrobić mu krzywdy swoimi ząbkami, a jeden ze swoich palców wsunął w niego.
Reakcja była natychmiastowa i zaskakująca. Chłopak wziął głęboki wdech i uniósł wyżej nogi, bezwstydnie zarzucając je na ramiona Eijirou, a w środku był jeszcze bardziej gorący i niezwykle ciasny. Chciał już to zrobić. Tak cholernie mocno, ale ostatkiem tego, co nazwał by trzeźwym myśleniem, powstrzymał się. Nie zamierzał potem żałować. W seksie nie można było robić, nic na siłę. Chociaż był już niezwykle twardy, nie sadził, że może być aż tak, bez używania swojej mocy, wygląda na to, że ma także dość ukryty talent. Jednak nie na ty się teraz skupiał, powoli rozcierał żel w środku Bakugou, wsłuchując się w jego sapanie i starając się zrozumieć, co do niego mówi. Bezskutecznie. Gdy poczuł, że jest już w miarę luźno, dodał kolejny palec i powtórzył całą sekwencje od nowa. Nie podejrzewał sam siebie o tak ogromną cierpliwość. Pogratulował sam sobie wstrzemięźliwości w chwili gdy do wnętrza swojego chłopaka wpychał tylko i wyłącznie trzeci palec. Wtedy usłyszał syk i nieco głośniejsze mamrotanie, ale blondyn wyraźnie nie zaprotestował, więc kontynuował, tylko z nieco większą ostrożnością. Czekał na znak, od blondyna, że już może coś więcej. Ten po chwili wreszcie nadszedł.
-Długo jeszcze będziesz się bawił? Wchodź w końcu! – wrzasnął na niego Katsuki, a potem aż warknął podirytowany, jak to miał w zwyczaju. Chociaż na jego twarzy gościła mina świadcząca o zdenerwowaniu, to na policzkach miał delikatny róż. To była iście wybuchowa mieszanka.
-Już, już – odparł skradając się do niego i powoli zawisając nad nim – Nie bądź taki niecierpliwy – schylił się i pocałował go, w pełen namiętności sposób, odrobinę odwracając uwagę od tego, jak unosi lekko jego biodra i powoli zaczyna odnajdywać to miejsce.
-Za długo na to czekałem – mruknął urażony zaplatając na nim swoje nogi.
-Ja chyba też – sapnął i zaczął w niego wchodzić. Chociaż chciał to zrobić raz, a porządnie, to znowu się powstrzymywał, wręcz boleśnie wszystko przedłużając, ale to z troski. Nie chciał zrobić mu żadnej krzywdy.
-Szybciej! – warknął podirytowany tym, zamiast być wdzięczny za jego powściągliwość .
-Nie chcę, żeby cie bolało… - mruknął aż się zatrzymując.
-Nie będzie – odwarknął i tylko mocniej przycisnął go do siebie nogami, Kirishima w ułamku sekundy znalazł się w nim całkiem – Mówiłem…?
-Noooo – odpowiedział mając wyraz na twarzy, który nie wskazywał na obecność jakiegokolwiek mózgu. Po prostu stracił resztki rozsądku przez to uczucie i bez zastanowienia, już całkowicie zawładnięty przez instynkt, który kazał mu się ruszyć, wysunął się nieco i pchnął po raz pierwszy.
To był obłęd, szaleństwo. I tak im było już wystarczająco gorąco, a to, że ich ciała, rozgrzane, do siebie przylegały, tylko pogłębiało to uczucie. Eijirou, czując te wszystkie doznania nie potrafił się zatrzymać. Swoim twardym penisem mocno napierał na delikatne ścianki Bakugou, wywołując u niego i u siebie dreszcze, oraz kolejne fale gorąco. Zastanawiał się jak może to wyglądać, jakby mógł z nim to robić, ale gdy już znalazł się w tej sytuacji nie mógł zrobić nic innego poza tymi posuwistymi ruchami. Ograniczając się od czasu do czasu jedynie do zmiany konta tarcia.
I to było zaskakująco dobre rozwiązanie. Blondyn przez to dosłownie odlatywał i widział wszystkie gwiazdy. Sapiąc i zaciskając się na nim, co chwila wypowiadając jakieś słowa, które tylko bardziej ich obu nakręcały. W którymś momencie czerwono włosy trafił swoja męskością w prostatę swojego chłopaka i zauważył to, jak on przez to wywraca oczyma,a jago mina robi się po prostu błoga, jeszcze chyba nikt nigdy nie widział takiego wyrazu twarzy u Bakugou, nie powiedział nic, ale po samym tym można było wywnioskować, że jest mu szaleńczo dobrze.
Kirishima już wtedy nie mógł się powstrzymać. Ani siebie ani swoich ruchów, które stały się gwałtowniejsze i bardziej chaotyczne. Nie trzeba było być geniuszem, żeby stwierdzić, że w tej chwili nie potrafił się kontrolować.
-Bakugou… - szepnął dotykając dłonią jego policzka, a kciukiem pocierając jego zaczerwienioną od pieszczot wargę, a potem po raz kolejny obdarzył go natarczywym i pełnym namiętności pocałunkiem.
Ich pierwszy raz może i nie był planowany, ale na pewno nie należał do tych nieudanych. Zupełnie zdali się zupełnie na instynkt, który na szczęście dobrze nimi przewodził. Sapali, wzdychali. Ich ciała ocierały się o siebie. Dłonie badały nawzajem każdy mięsień drugiego. Usta szukały drugich ust. Łóżko skrzypiało cierpiętniczo, maltretowane przez ich ruchy.
Blondyn jedynie westchnął i spiął się mocniej napierając  na czerwonowłosego z ogromną siłą, a jego dłonie nagle znalazły się na jego plecach, dosłownie ryjąc w nich paznokciami. Kirishima wyczuł, że coś się dzieje. Przełknął natłok śliny, która przez ten czas zgromadziła się w jego ustach i spojrzał na twarz swojego chłopaka.
-Nie przestawaj…. – poprosił wtedy Katsuki mając jak na siebie, w miarę miły ton.
-Dochodzisz? – zapytał mocno napierając na jego wrażliwe miejsce…
Nie zdążył mu odpowiedzieć, bo jego ciałem wstrząsnął naprawdę potężny dreszcz, zupełnie niekontrolowałsię i z jego ust wyszedł jęk, który w jego wykonaniu przerodził się  w wark, prawie złowieszczy.
Tylko, że Eijirou, nie zwracał na to większe uwagi, był nazbyt zajęty tym, że jemu samemu w tamtym momencie zrobiło się dobrze do granic możliwości. Zagryzł wargę i wywrócił oczyma, w tamtej sekundzie jego mina nie była tak seksowna jak mina Bakugou, ale i tak obaj na siebie patrzyli.
-Wybacz… nie uprzedziłem… - sapnął Kirishima, trochę przybity tym, że doszedł w nim i pewnie zaraz tym rozwścieczy swojego chłopaka. Miał inne plany, ale w tamtej chwili zupełnie mu to wypadło z głowy. Wszystko mu wypadło z głowy.
-Marudzisz…. – mruknął i zrzucił go z siebie, żeby zaraz położyć się obok.
-I jak…? – zapytał czerwonowłosy zaczynając  głaskać Bakugou po nagim ramieniu, tuż obok miejsca, gdzie odważył się na początku zrobić malinkę.
-Co jak? – burknął odwracając głowę w jego stronę.
-Jak ci ze mną było?
-Zajebiście… - wycharczał przymykając oczy i przysuwając się ku niemu.
-Mi też… Może dzięki temu pomyślisz o mnie… dziś przed snem.
-Idiota… Zawsze o tobie wtedy myślę… Chcę jeszcze raz! – wystarczyła mu ta chwila odpoczynku i poderwał głowę gotów do akcji.
-Daj mi z dziesięć minut – uśmiechnął się.
-Masz trzy….